Cebulowy syrop w pudełeczku noszę, cebulowy syrop – bardzo lubię go!

Moja choroba ewoluuje.

W sobotę wieczór postawiła mnie na nogi saszetka Fervexu – i to postawiła tak, że w ciągu 15 minut wstałam, wzięłam długi prysznic, rozbudziłam się kompletnie, poczułam siły witalne i byłam gotowa napisać sprawozdanie naukowe albo wziąć udział w jakiejś debacie.

Jakiejkolwiek!

Byłam w takiej formie umysłowej, że mogłabym wypowiadać się zarówno w panelu eksperckim dotyczącym zachowań waleni w okresie godowym na Antarktydzie jak i oceniać sytuację gospodarczą w południowej części Azerbejdżanu.

Dzisiaj za to, po ustąpieniu nawału kataru i słabości ogólnej, do kompletu dołączył kaszel. Normalnie przez cały dzień cherlałam jak rasowy menel z konkretną historią spożywania Wina Marki Wino i palenia Kapitanów bez filtra.

Pod wieczór, kiedy znów wykaszlywałam chyba główny motyw z któregoś Bonda, nagle mnie olśniło. Nie wiem, może drgawki spowodowały jakieś poruszenie w mózgu.

Zrobię sobie syrop z cebuli!

Pokroiłam taką wielkości mojej głowy, zasypałam toną cukru i tak czekałam, niecierpliwie zaglądając pod spodek przykrywający kubek z cudowną miksturą.

Dziubas od razu zaznaczył, że ma być tego niedużo, bo to potem śmierdzi.

Boszsz…no jak to niedużo?! Jak to śmierdzi?! Ja kocham syrop z cebuli, UWIELBIAM! Nie wiem, może to jakiś sentyment z dzieciństwa ale mogłabym to pić przez cały dzień zamiast herbaty!

W końcu późnym wieczorem doczekałam się swojej nagrody, łyknęłam łyżeczkę syropu i przestałam kaszleć OD RAZU.

No i niech mi ktoś powie, że stare sposoby na leczenie nie są najlepsze?

Dziubas za to wybrał się na śledzia z Naszymi Ludźmi a ja siedzę nad laptopem, w którym zepsuła się bateria, więc zostałam na kablu, który kopie i rozłącza się przy byle ruchu. Możnaby rzec, że zostałam unieruchomiona kablem, chociaż zabrzmiałoby to zbyt bestialsko.

Bo to wszystko przez te kryminały!

Ostatnio znów połykam książki jedna po drugiej i końca tego żeru nie widać!

Oczywiście ku wielkiemu zdziwieniu Dziubasa, który czyta dużo, ale odkąd ma Kindla, książki papierowe mogą dla niego nie istnieć.

A ja właśnie te papierowe kocham, ubóstwiam i chciałabym się w nich tarzać! Nie ma nic wspanialszego niż nowa pachnąca gruba książka, którą można głaskać i wąchać!

Dlatego Dziubas został uprzejmie poproszony o wizytę w księgarni, żebym mogła jakoś przeżyć nadchodzące dni, bo akurat przeczytałam wszystko z mojej ostatniej dostawy. Jak pech, to pech.

Trudno. Najwyżej zbankrutujemy i zamieszkamy w domku z książek.

Będzie też opał kiedy nadejdą mrozy, chociaż byłabym skłonna sama zasuwać do lasu w zaspach żeby ścinać piłą jakąś dorodną topolę, byle te książki oszczędzić.

Zresztą z drzewami to ja mam ostatnio na pieńku (?) odkąd pojechaliśmy na chwilowy spacer, który odbył się kilkadziesiąt kilometrów od domu w rejonach podgórskich.

Wcale się na nas dziwnie nie patrzyli robotnicy z dołu, kiedy wychodziliśmy pionowo na stok narciarski.

Ja za to postanowiłam nazbierać sobie szyszek i pachnących gałązek do domu. Zbierałam oczywiście tylko te padnięte, bo szkoda mi było zrywać.

Na własnej skórze miałam okazję się przekonać, skąd nazwa drzewa IGLASTE, kiedy igiełki z tych gałązek powbijały mi się w łapę, więc musiałam sztywno nieść przed sobą ten wiecheć, nie wykonując przypadkowych ruchów.

Po dojściu na dół, do auta, rękę miałam już całkowicie sparaliżowaną zimnem, pokaleczoną igłami i całkowicie powykrzywianą.

Sielskie naręcze beztrosko rzuciłam na tylne siedzenie, ku uciesze Dziubasa, który potem musiał usuwać z niego powbijane igły.

A pozostając w temacie przyrody, dzisiaj pod sam dom znów podeszły sarny i wierzgały kopytami w śniegu. W sumie jedna stała kilka metrów ode mnie (no ok, dzieliła nas szyba, ale to już nieważne) i żuła jakieś ogromne zielsko (przypominające mi jedynie gigantyczny wodorost, ale chyba nasza działka nie jest aż tak podmokła, żeby na niej rosły…) wpatrując mi się w oczy w totalnym skupieniu.

No i co ja mam niby z nimi zrobić? Skoro chodzą sobie tak koło naszego domu, to może powinnam je czymś poczęstować?

Ale co one jedzą?

Mam im wysypać jakieś ziarno?

Kaszę?

Wywiesić słoninę?

Wystawić naprędce zbity z desek paśnik?

Dziubas mówi, że trzeba im nakopać świeżych robaków, ale ja mu tam nie dowierzam. W końcu co on może wiedzieć o jadłospisie leśnych zwierząt? Sam pod namiotem najchętniej żywił się chińskimi zupkami, więc chyba żaden z niego ekspert…

A może tak zawrzeć z nimi umowę o dzieło, zatrudnić na okres wiosenno-letni do skubania trawy, żebym nie musiała jej kosić?

Boszsz…

No i czemu w reklamie perfum tak eleganckich jak Chanel występuje Kristen Stewart z tą wiecznie rozdziawioną japą i wystającymi zębami?!

Tyle pytań i zero odpowiedzi!

Chyba pójdę łyknąć sobie jeszcze cebuli…

10 Komentarze

  1. Nie wiedziałam, że w składzie Fervexu jest amfetamina. Pognałabym do apteki niczym rącza sarenka spod twojego domu. :D
    Uwielbiam tarzać się w pachnących książkach. Gdy już je przeczytam. Niestety przy Tamaludze nawet wersję kieszonkową czytam tygodniami :/
    Naprawdę, wchodziliście pionowo. ale tak jak w kreskówkach?
    Zawsze powtarzałam, że Kristen Steward ma jedną dyżurną minę we wszystkich filmach, to mnie niektórzy ludzie mało nie zlinczowali. To już będąc dzieckiem grywała lepiej. Ale co do reklamy perfum, to muszę przyznać, że wygląda wyjątkowo ładnie. Świetny makijażysta potrafi nawet zamaskować wystające zęby, jak widać :D

    • Może akurat w moim Fervexie się znalazła przez przypadek? Tak czy siak na dłuższą metę nic nie dała bo dalej jestem chora…
      Tak, ja też książki czytam sto razy dłużej niż normalnie ale czasem kiedy siądę koło niego na ziemi a on się bawi to otwieram niepostrzeżenie ;)
      Pod górę było BARDZO pionowo – to przekonało mnie ostatecznie, że nart ja już na nogi zakładać nie chcę!
      A Kristen Stewart nie znoszę, nawet wymalowanej i „zrobionej”…Taka Charlize Theron na przykład, jak w reklamie Diora, o! To już wyższa półka :)

  2. Dobra, to ja skomentuję wew tych, no, punktach.
    1. Nie cierpię syropu z cebuli. To jest mój koszmar z dzieciństwa. Wolałabym wypić cykutę. Fuj!!!
    2. Koło takich meneli od Wina Marki Wino i Kapitanów jechałam dzisiaj autobusem (auto chwilowo u lekarza). I to była para młodych ludzi, aż mi się ich szkoda zrobiło… ale tylko na momencik, bo zaraz potem mnie zemdliło i musiałam wysiąść.
    3. Rany, niesamowite! Nie tylko ja mam alergię na Kristen Stewart! Jej gra aktorska jest równie urokliwa jak zgryz…
    4. „Z drzewami mam na pieńku” made my day :)

    • 1. Teraz mam już syrop z bluszczu ;)
      2. Do mnie żule przysiadali się w komunikacji miejskiej całe życie, nie wiem czemu ale zawsze ich ściągałam…
      3. Mam wrażenie, że Kristen Stewart też by się do mnie przysiadła w autobusie…
      4. To się nazywa tworzenie podczas choroby – gdzieś poza umysłem ;)

  3. W ramach syropu, żeby nie czuć było cebuli, przepij rozgniecionym czosnkiem z miodem.
    Obecnie czytam dwie książki. Jedną rano w wannie – Kochanie zabiłam Twoje koty – Masłowskiej i wieczorem POKOLENIE IKEA, a w między czasie podręcznik o psychopatach.
    Czuję głód druku…
    Nabrałam chęci na cebulę
    Pozdro

    • Piłam mleko z czosnkiem i miodem – teraz już nic nie jest mi straszne! Oczywiście nie pomogło…
      Podręcznik o psychopatach?! :D
      Mam dużo cebuli, podrzucę Ci, częstuj się!

  4. Kurcze tyle zwlekałam z komentarzem, że mam nadzieję, że wróciłaś już do zdrowia :) Ja zawsze lubiłam syrop z cebuli, bo bezkarnie mogłam wtedy pić coś mega słodkiego, albo podjeść trochę cukru (nie jestem koniem, żeby nie było:P) Natomiast jeśli chcesz zabić mojego małżonka to podaruj mu cebulę -nienawidzi jej :D
    A wiesz, że ja w ogóle nie mogę kroić cebuli? Tak mnie bolą oczy, że prawie wychodzą z orbit. Koszmar. Jedynym ratunkiem jest maska do nurkowania takiego z rurką, ale na szczęście u nas w domu chętnych na cebulę brak ;)

    Do mnie też przychodzą sarenki! Ale same się pasą jakimś zielskiem, które rośnie za ogrodzeniem, nic im nie daję. Biegnę tylko po aparat, żeby im pocykać zdjęcia ;) Karmiłyśmy kiedyś z dziewczynkami daniele i one chętnie jadły oczywiście sianko, trawę, listki , ale i marchewki i jabłka.

    • Też mam ten problem z krojeniem! Usłyszałam w filmie „Służące” (widziałaś? super film!) radę jednej z murzynek: „Trzeba mieć w ustach zapałkę!” – i co? I gucio! Nic nie pomaga! A kiedyś, robiąc zupę cebulową, kroiłam ją właśnie w takiej masce do nurkowania – niestety tylko przez chwilę, bo poczułam, że nie mogę oddychać i oczy mi się pocą.
      Co do sarenek, to kiedy ruszy kolejna budowa obok nas, pewnie przestaną się pojawiać :(

  5. Nie znam filmu :) Dzięki za polecenie. Mnie pomaga krojenie pod bieżącą wodą i to zimną, ale na szczęście nie muszę tego robić często ;)
    A ktoś kupił koło was już działkę? U nas sporo ludzi ogląda, więc na wiosnę może się okazać, że tez przestaną przychodzić :(

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.