Wiosenno-listopadowy zawrót głowy

Rzuciło mi się na mózg – chociaż to już wiadomo nie od dziś.

Tym razem jednak dość specyficznie, a mianowicie wszędzie dookoła czuję WIOSNĘ.

Tak, zdaję sobie sprawę z faktu, iż mamy listopad, a do grudnia bliżej niż dalej. Wiem, rozumiem, kojarzę jeszcze takie rzeczy jak dzisiejsza data.

Ale mój organizm ma najwyraźniej jakiś deficyt w tej kategorii i w związku z tym przypomina mi o tym na każdym kroku.

Patrzę na resztki zielonej trawy? – Wiosna.

Czuję zapach deszczu? – Wiosna.

Powieje cieplejszy wiaterek? – Wiosna.

Zaświeci słońce? – Wiosna.

Boszszsz…czy to się jakoś leczy? Jest na to jakiś suplement diety albo coś?

Bo tak jakby na wiosnę to ja ani trochę gotowa nie jestem i w najbliższym czasie nie będę. Póki co jestem w lesie nawet z porządkami jesiennymi, nie wspominając już o czymkolwiek związanym z Bożym Narodzeniem. Że już nie wspomnę o formie fizycznej, bo samo w sobie słowo forma kojarzy mi się jedynie z tą formą, w której piecze się ciasta. (Na dodatek właśnie jem resztkę M&Ms`ów).

Wczoraj, w sobotę, piękny pochmurny wiosenny dzień, postanowiłam zrobić sobie dłuższe wychodne, żeby się tą wiosną nacieszyć w pełni i pozachwycać trochę w samotności (Boszsz…). Czekała mnie południowa wizyta o okulisty i popołudniowa wizyta u Szalikowej.

Dziubas, który rozpatrzył pozytywnie mój wniosek nie bacząc na grożące mu ze strony Boba niedogodności, spakował mu bety i pojechał do Mamy Wu, podrzucając mnie po drodze do centrum.

Wysiadłam z auta, odetchnęłam z ulgą i zaczęłam dzielnie maszerować przed siebie, spełniając nareszcie fantazję o czasie wolnym tylko dla siebie. W planach miałam jakąś gorącą czekoladę, księgarnię, wąchanie kosmetyków w jakiejś perfumerii i może antykwariat gdyby wystarczyło mi czasu.

Oczywiście zapomniałam o tym, że to MÓJ dzień, w związku z tym normalnie być nie mogło.

Po kilkunastu minutach, kiedy doczłapałam do centrum, nagle zrobiło mi się jakoś nieswojo. Poczułam, że nogi trochę mi się plączą, świat zaczyna wirować a czapka tak mi ściska łeb, że chyba zaraz mi go zmiażdży.

W zaawansowanym stadium paniki dotarłam do Subwaya i zamówiłam jakąś wielką paskudną kanapkę z ciastkiem i herbatą. Jak można było się spodziewać, zawroty głowy ustały po konsumpcji. Wściekłość za to odczuwałam podwójną, bo ze wszystkich planów nic nie wyszło a poza tym proces starzenia się dał mi prosto w ten lekki łeb. Bo oto okazało się, że nie mam już -nastu lat i na kawałku kromki chleba złapanej w locie o 7 rano nie pociągnę jak kiedyś całego dnia.

Na tym jedzeniu zeszła mi wieczność, bo nagle okazało się, że nie mam już na nic czasu i trzeba się kierować do okulisty. Przed siebie szłam tym razem już ostrożniej, z kubkiem herbaty rumiankowo-miodowej w ręce, po której trochę mnie zemdliło.

15-minutowa sesja okulistyczna trwała 1,5 godziny (to zaskakujące ile jeden przecinek pomiędzy cyferkami potrafi zmienić…), ale lekarką byłam zachwycona. Dziewczyna mniej-więcej w moim wieku, bardzo sympatyczna i uśmiechnięta, aż momentalnie zapragnęłam, żeby została moją koleżanką. Chodziłybyśmy razem po sklepach, testowały szminki w drogerii i rozmawiały o wadach wzroku celebrytów.

Z gabinetu wyszłam bogatsza o astygmatyzm, z receptą na okulary. I dobrze, bo lubię siebie w okularach, widzącą wyraźnie, nie zataczającą się i nie mrużącą oczu żeby literki przestały skakać.

Z umówionego miejsca odebrał mnie Dziubas, zniecierpliwiony moją nieobecnością i zafrasowany wizją spędzenia kolejnych kilku godzin z buntującym się Bobem.

Po wyjściu na świat zewnętrzny zrobiło mi się dość mgliście, bo po zakropieniu oczu miałam źrenice jak kobieta-kot na podwójnej działce kokainy. Wszystko widziałam zamazane, a światło zdawało się świecić zewsząd jak szalone.

Dziubas za to przez całą drogę pokazywał mi wszelkie możliwe napisy na plakatach i kazał szukać czegoś na Wikipedii w jego telefonie.

Oczywiście ledwo widziałam telefon.

Najbardziej zdziwił go napis głoszący „Przeraź mnie – zadrżę!”. Normalnie nie mógł tego przeżyć przez dobre 10 minut, dopóki ja, swoim kaprawym okiem, zobaczyłam poprawną wersję hasła: „Podróże małe i duże”.

Najwyraźniej z naszej dwójki to on powinien te okulary nosić BARDZIEJ.

Godzinę później, jadąc samochodem do Szalikowej, miałam wrażenie jakby mijające mnie samochody dawały mi w pysk jakimś policyjnym halogenem i modliłam się, żeby nie trafić na jakąś rutynową kontrolę. NA PEWNO uwierzyliby w moje tłumaczenia, że te wielkie oczy z widocznymi cechami obłędu to po kroplach.

Do Szalikowej dotarłam bezbłędnie. Znalazłam blok i klatkę.

Zgubiłam się W WINDZIE.

Zapewne będę jedyną taką osobą w historii, więc napiszę to jeszcze raz:

ZGUBIŁAM SIĘ W W I N D Z I E.

Pojechałam na drugie piętro, wysiadłam, okazało się, że to nie to. Zjechałam z powrotem na dół, poleciałam na prawo, mając jakąś dziwną wizję, że po drugiej stronie klatki na pewno są inne windy (?!). Nie było ich. Pobiegłam z powrotem do tej mojej i pojechałam na ósme. Trafiłam.

Modlę się, żeby nie mieli żadnego monitoringu na klatce, bo odtwarzając film z 16-tej zobaczą psychopatkę z rozwianym włosem wylatującą i wlatującą do windy tam i z powrotem.

U Szalikowej przeżyłam szał i ekstazę, bo znalazła książkę, którą, jak się okazuje, wspólnie zachwycałyśmy się w dzieciństwie, więc do końca dnia nic się już nie liczyło. Nawet to, że w momencie przyłożenia twarzy do poduszki urwał mi się film.

Dobra, kończę już, bo jakieś długie mi to wyszło a w TV leci nowy program kabaretu Hrabi. I M&M`sy mi się skończyły…

26 Komentarze

  1. Uwielbiam Subway’s! Co zamówiłaś, że Ci nie smakowało? I ja to z Anglii piszę- z kraju plastikowego żarcia. W Polsce musi być przepyszne!! :)

    Jaką książkę znalazła Szalikowa? No i jak poradziłaś sobie z brakiem M&M’sów?! :D

    Ja też powinnam nosić okulary, ale boję się, że będę wyglądać jak ćwok, któremu można zabrać kanapkę. Jakoś się w nich nie lubię :(

  2. Też ich lubię ale w tym akurat kanapka mi nie smakowała (zawsze zamawiam Włoski B.M.T.) …A te ich ciastka, mogłabym od razu zjeść z pięć!

    Mi w UK smakowały kanapki w jakiejś podróbce KFC – takie biało niebieskie logo z kurą, nie pamiętam nazwy. Raz poszłam tam bez mojego chłopaka i dostałam podwójną porcję frytek i jednorazowych mokrych chusteczek do mycia rąk :P

    Szalikowa znalazła książkę „Podróż do leśnej krainy” z pięknymi ilustracjami Tony`ego Wolfa – taka w formie teczki, na spirali. Cudo! Niestety nie można tego już nigdzie dostać :(

    Z brakiem M&M`sów poradziłam sobie nieźle, bo wsunęłam aż za dużo i się zasłodziłam…zresztą popiłam wszystko herbacianym grzańcem ;)

    Ja siebie lubię w okularach, w sumie trochę nie mogę się doczekać – ale pewnie będę nosić wieczorami i poza domem, bo stłukłyby się przy pierwszej lepszej zabawie z Bobem.

    • Ja zamawiam tylko i wyłącznie Italian B.M.T. :D :D :D

      Podróba KFC to pewnie QFC hahahaha :D

      Pilnujcie tej książki w takim razie i dbajcie o nią. Ja zostawiłam w Polsce „Wichrowe Wzgórza”, które dostałam od taty. Były stare, w płóciennej oprawie bez pierwszej strony, kupione w antykwariacie :(

      • No proszę jak kanapki łączą ludzi na odległość :D

        Książki właśnie nie mamy – mamy jedynie namiary ale jest już praktycznie nie do zdobycia. Ale kto wie – może kiedyś ;)
        Szkoda Twoich Wichrowych Wzgórz – jest jakaś szansa żeby je odzyskać?

  3. Ja się dzisiaj z kolei w windzie zacięłam… a właściwie to nie ja, tylko winda się zacięła, ze mną w środku. Na szczęście zaraz po ruszeniu, nawet drzwi się nie zablokowały (jak tak teraz o tym myślę, to dziwne, bo chyba powinny) i sama z niej wylazłam. Tak więc nie jesteś sama z tym windowaniem stresu, łączę się w bólu :)
    Zdradzisz tytuł tej książki, która „zrobiła Ci dzień”?

  4. Uprzedziła Cię Sylwia pytaniem o książkę o kilka minut – „Podróż do leśnej krainy”. W ogóle wszystko ilustrowane przez Tony`ego Wolfa jest cudne!

    Wind to ja się bałam od dziecka, zawsze miałam w sobie jakiś lęk przed zatrzaśnięciem się! Do dzisiaj nie lubię tych jadących tak powoli, wolę pomknąć szybko w górę i mieć to z głowy.

  5. Hahaha! Ale się uśmiałam! Przeraź mnie – zadrżę w ogóle podbija plakatowy ranking.
    Widzę, że w windownictwie niewiele się zmieniło od lat 80. Mam nadzieję, że chociaż ze ścian nie odpadają poprzylepiane gumy do żucia… ohyda!
    Mnie też chyba czekają okulary. I Tomka. Jeszcze nie depczemy sobie wzajemnie po stopach, ale wkrótce, wkrótce… Póki co, szkło powiększające leży pod ręką, bo o dawkowaniu na recepcie, składnikach na kremie czy zwykłym esemesie – powoli możemy już tylko pomarzyć.
    Też oglądałam kabaret Hrabi :) bo wiosny za oknem raczej nie mogłam. U mnie jej nie ma. :(

  6. Od roku panuję wizytę u okulisty i nadal nie znalazłem na nią czasu. Opamiętam się chyba wtedy jak już oczy same mnie do tego przymuszą i ktoś będzie mnie musiał tam zaprowadzić… Tak się rozpuściłem w tym tatusiowaniu.

    Ale tak między nami… Nawet coś w kuchni nauczyłem się jadalnego przyrządzić. ;)

    Pozdr
    M

      • @Dziubasowa
        Moje córki (podobnie jak ja) preferują kuchnię prostą i tradycyjną. Największa radość jest jak tata zrobi najzwyklejsze kotlety, ulepi zwykłe pierogi, kopytka lub przyrządzi sos do mięsa (starsza córka nawet wsunie sos grzybowy).
        A żona mówi, że: Jak ktoś zrobi i poda to zawsze jakoś inaczej smakuje. ;)

        M

        • Super, też uważam, że proste jedzenie jest najlepsze – teraz w niektórych miejscach jest moda na straszne kombinowanie i jeszcze ani raz nie trafiłam na potrawę, która by mi smakowała. Za to jak ktoś potrafi zrobić dobre pierogi – o! To jest sztuka :)

  7. A ja tam uważam, że wcale nie padło Ci na mózg, wręcz przeciwnie, to fantastycznie, że w taką pogodę nosisz wiosnę w sercu :) Zarażaj nas częściej takim powiewem świeżości :) U nas wczoraj spadł śnieg… Kiedy wyjrzałam za okno to myślałam, że nadal śnię. Obudziłam się wtedy, gdy jechałam do przedszkola i wszystko się roztopiło, a auto pluskało się niczym w morzu. Dopiero w garażu zauważyłam, że wygląda jakbym wróciła z jakiegoś off-road’u…
    Jeśli kochasz m&ms to polecam Ci pewien sklep w Londynie… (pisałam nawet kiedyś o nim posta) mmmmmmmm To niczym dla Wiewióra z Epoki Lodowcowej ten sławny orzeszek ;)

    pzdr.

    • W zasadzie to chyba faktycznie lepiej, że czuję wiosnę w zimie niż zimę na wiosnę…tak psychicznie lepiej. Może. Tak się pocieszam :D Tak, u nas też był śnieżek i zrobiło się świątecznie – aż włączyłam sobie The Holiday przed terminem!
      Co do M&Ms`ów to chyba kocham wszystkie słodycze bez wyjątku! A w Londynie zakochałam się w zabawkowym…Hamleys? Albo coś w tym stylu :P

      • Czujesz wiosnę powiadasz? Ja tam będąc na Twoim miejscu nie podjęłabym leczenia tego stanu ducha, tylko cieszyłabym się i razem z Grechutą śpiewała ciągle: „wiosna, ach to ty!” Pewnie dziwnie patrzyli by na mnie inni, kiedy idąc przez miasto, uśmiechnięta, śpiewałabym tę piosenkę, ale co tam! Jestem zdania, że za dużo smutasów spotykam na mieście, a trochę wiosennej wariacji na pewno nikomu nie zaszkodzi! :).

    • O rany, ale super!
      I to Wasz drugi blog? Podziwiam :D
      Ja tworzę sobie specjalne okienka (albo dziury w kontinuum) żeby ogarnąć mój jeden :D
      Jedziemy, jedziemy! Aż sobie chyba kupię w weekend paczkę tych cukierasów bo mi smaka zrobiłaś :D No i galerię malarstwa mają cudną :)

      • Jak sama widzisz ja też nie ogarniam :D zamierzeniem było spisanie różnych wypraw w jednym miejscu, żeby móc sobie to potem powspominać jak już będziemy starzy i niedołężni, ale trochę ostatnio zaniedbałam… Może też chciałam znaleźć kogoś do wspólnej wyprawy ;) No to kochana na zachętę kup te swoje m&msy na weekend i planuj wypad do Londynu ;) Wow, ale by było. Niedaleko też jest lodziarnia Ben&Jerry’s. Normalnie Beny i Jerrisy na gałki!! Potwornie drogie, żeby nie było ;) (tzn potwornie jak na lody) A kojarzysz jak Bridget Jones z 1 części chyba zajada lody i mówi, że ma romans z 2 facetami jednocześnie: Ben and Jerry :D

        Galeria malarstwa wymiata co? :D

      • Witajcie „słodyczowe” kobiety:). Kocham m&m-sy i inne słodkości, choćby prasie mleczko, pieguski czy Michałki:) obecnie na stanie mam Kukułki. :) Mogę się zapisać do waszego słodkiego klubu? :).

          • ~ Jo-An, Kukułek nie jadłam już wieki, więc wchodzę ;)
            Słuchajcie wczoraj wpadła znajoma z tortem czekoladowym. Ogólnie jestem bardziej owocowa jeśli chodzi o torty (mój ulubiony to truskawkowy z kremem Mascarpone – oczywiście mega odchudzający, żeby nie było haha ;) ) no ale oczywiście nie pogardziłam ;)

            I jak tu robić miejsce na święta, no jak :(
            Pozdrowionka

  8. Boisz się, że Bobo się skusi i Ci podkradnie, co ? :). Tak, kukułki jeszcze są :D Resztka, ale zawsze coś :D do kawy będzie, bo zawsze zestaw kawa+ COŚ słodkiego biorę :D ps dziękuję za przyjęcie do klubu :). już mam pomysł na kolejną słodką ucztę :D przebije pączka :D

  9. Dziubasowa, najważniejsze, że do stłuczki nie doszło. Nienawidzę jeździć nocą, a tak mi dzisiaj przyszło. Po sześciu godzinach ledwo żyję i najchętniej położyłabym się do łóżka, tylko tak jakoś dziwnie usnąć nie potrafię.
    Okularki, rzecz najlepsza, zawsze to intelektu dorobi, bez specjalnej napinki i wypinki, a windy – nudny byłby bez nich świat
    Pozdrawiam

    • Zołza, jak dobrze Cię widzieć! :)
      Też po dłuższym prowadzeniu nie mogę spać – jakaś taka za bardzo jestem pobudzona. Sześć godzin! Czapka z głowy, nie dałabym rady!
      Okularki odbieram w sobotę, podobno na początku może „po bokach coś falować” – będzie ciekawie…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.