Koniecznie świątecznie!

Stało się, trafiło mnie znienacka i nie opuści już do końca roku.

Zobaczyłam te wszystkie bombki, choinki i światełka i nie mogę doczekać się Bożego Narodzenia.

Mam ochotę na śnieg, coś pachnącego pierniczkami (może to być nawet Brise do toalety!), ciepłe rękawiczki i ciepłe światło lampek choinkowych.

Na moje – dość wczesne w tym roku – pragnienie Świąt Dziubas niechętnie prycha.

Nie od dziś wiadomo, że Dziubas jest Naczelnym Grinchem w naszym domu. Niezależnie od rodzaju świąt, nie uznaje zupełnie żadnych ozdób, kolęd, ani tym bardziej NASTROJU.

Oczywiście spieramy się o to każdego roku. Bo ja wyznaczam sobie termin udekorowania domu ozdobami, a on próbuje maksymalnie przesunąć go w czasie. Najlepiej do NIGDY.

I oczywiście NIGDY mu się to nie udaje.

W tym roku mam mocne postanowienie zakupu świeżej i prawdziwej choinki, która pachniałaby lasem. Dziubas od razu zaznaczył, że on na pewno nie będzie przywoził żadnego krzaka do domu, jak chcę, to mam sobie po nią jechać sama, a w ogóle to po co nam to – będzie gubić wszędzie igły, Bobo będzie ją przewracał i to tylko kłopot.

Boszsz…żadne moje prośby ani groźby nie są w stanie wprowadzić go choć odrobinę w świąteczny nastrój. Nie działają argumenty „Zrób to dla mnie” ani szantaż „Bo będę płakać!”.

W zeszłym roku odrzuciłam więc wszelkie próby zreformowania Dziubasa i postanowiłam udawać, że nie słyszę narzekań. Szło mi to całkiem nieźle, bo jak wiadomo, ze słuchem u mnie raczej średnio.

Dodatkową atrakcją grudnia są Dziubasowe urodziny, czyli wyścig za prezentem idealnym. Bo Dziubas w swej niezgłębionej szczerości nie potrafi na potrzebę chwili ucieszyć się chociaż na niby i podziękować. Pomysł już mam, więc jak zwykle co roku zrealizuję go o wiele wcześniej, kupię, schowam tam, gdzie Dziubas nigdy nie zagląda, a on, kierowany swym wewnętrznym radarem, właśnie w to miejsce poczłapie.

Swoją drogą to zaskakujące. Nieraz już myślałam skąd taka umiejętność odkrycia prezentu. Może wyłapuje jakieś ultradźwięki jak delfin albo słyszy w głowie to, co ptactwo odlatujące na południe? Cokolwiek to jest, za każdym razem prowadzi go precyzyjnie do celu. W tym roku muszę więc wymyślić nie tyle idealny prezent, co idealną kryjówkę. Miejsce, do którego nie zajrzy.

Póki co do głowy przychodzi mi pudło ze świątecznymi ozdobami, kosz na brudy albo półka z pachnącymi płynami do mycia wszelakich powierzchni. Będę losować.

Będę też toczyć wewnętrzną walkę – również tradycyjnie – żeby nie oglądać świątecznych filmów aż do 1 grudnia, chociaż korci mnie już dziś, teraz!

Na mojej liście jest zawsze film „The Holiday” i „Just Friends”, a w zeszłym roku zakochałam się w „Love the Coopers”. Jakoś gwiazdkowo kojarzy mi się też Bridget Jones – może ze względu na początek ze świątecznym indykiem curry.

Nie wolno mi też jeszcze słuchać świątecznej muzyki. Chociaż mam jakiś gigantyczny album gwiazdkowy, z którego uwielbiam „I saw mommy kissing Santa Claus” (z Ally McBeal) i „Bells will be ringing” (Bon Jovi). Chociaż muszę się przyznać, że śpiewałam to sobie ostatnio w aucie.

Macie swoje ulubione świąteczne filmy albo piosenki? Podzielcie się, chętnie zobaczę coś nowego :)

PS. Po obejrzeniu filmu „Pociąg do Darjeeling” chce mi się Indii! Na razie skończyło się na zakupie sosu Butter Chicken. Póki co musi wystarczyć.

17 Komentarze

  1. U was na poważnie już bombki, choinki i światełka i inne cudeńka na wystawach?! Jeśli tak, to faktycznie coraz wcześniej zaczynają akcje święta. Ten nachalny marketing coraz bardziej mnie frustrują. Nim przyjdą święta do naszych domów , już mi bokiem wychodzą. Nie dziwię się wcale temu, że tak to działa na Dziubasa, że zmienia się w Grincha. Jednak bez kolęd, odpowiedniego nastroju, ozdób, śniegu i Kevina – świąt nie ma :D Co do robienia prezentu panom (mężowi, tacie, bratu, etc) – zawsze mam z tym problem!

  2. Ha, u nas w tym roku wyjątkowo późno! Ostatnimi czasy zmiatali znicze po 1 listopada i rozkładali choinki – tym razem odczekali kilka dni ;)
    No właśnie – faszerowanie się tym wszystkim za wcześnie sprawia, że staje się to powszednie – trzeba wyznaczyć sobie tą granicę czasową i się jej trzymać :)
    A panom zazwyczaj ciężko kupić prezent, z nami jest o wiele wiele łatwiej, chociaż oni stanowczo temu zaprzeczają ;)

  3. A ja Cię kochana rozumiem, bo sama lubię dekoracje świąteczne, zwłaszcza, że na zewnątrz już tak szaro, ponuro i ciemno. Dziś zakupiłam latarenkę w Ikei, jejku zakochałam się w niej! Taka biała, ażurowa. Właśnie zapaliłam świeczkę i od razu jest lepiej na świecie :)) A słyszałaś już w tym roku „Last Christmas”? Bo ja jeszcze nie :D
    Z filmów to pewnie zaraz będą puszczać Kevin sam w domu :D
    Ja lubię „Love actually” (To tylko miłość, albo jakoś tak po polsku jest tytuł) Bridget ze względu na śnieg też może być gwiazdkowa. Są jeszcze inne filmy, ale nic nie przychodzi mi do głowy :(
    A Twój Dziubas ma jakieś złe wspomnienia, że nie lubi świąt, czy on z tych jak to się mówi u nas „romantyczny jak cegła” :D

    pzdr

    • Kupiłam sobie u nich dwa lata temu taką srebrną latarenkę!
      Last Christmas jeszcze nie słyszałam, ale słyszałam, że inni słyszeli! Już gdzieś krąży i się czai.
      Kevina w sumie dawno nie widziałam, obejrzę w tym roku jeśli będzie – a na pewno będzie ;) Love Actually znam, uwielbiam scenę tańca Hugh Granta :D W ogóle lubię Hugh Granta.
      A Dziubas ma Grinchostwo nabyte – pytałam kiedyś Mamy Wu o co chodzi ale była zdziwiona i nie mogła zrozumieć czemu, bo według niej u nich w domu zawsze wszyscy kochali Święta a jego śp Tata wręcz uwielbiał. Nie wiadomo skąd ta trauma ale klin na nią nie pomaga ;)

  4. Jeszcze nie wkręcam się w atmosferę Świąt. Ale już po Mikołaju będzie z góry.
    Po centrach handlowych mało się włóczę więc mnie choinki i dżingobelsy jeszcze nie atakują.

    A ze świątecznych klimatów to jeszcze sobie nucę:
    Pierwszą Brygadę ;)

    Pozdr
    M

  5. No, dobra, Dziubasowa. Nie wiem czy jesteś gotowa na mój komentarz, ale sama zaczęłaś:D Weź sobie kocyk, gorącą czekoladę z piankami i usiądź wygodnie na kanapie :D
    Gdy wkroczyłam w dorosłość, czyli w latach 90, obiecałam sobie, że:
    Nigdy więcej przykurczonego, srebrnego, sztucznego, śmierdzącego piwnicą wiechcia, którego babcia szumnie nazywała choinką. Postanowiłam, że odtąd u mnie w domu będzie zawsze żywe drzewko. (Mój ówczesny chłopak wziął to na tyle dosłownie, że w 1 święta przybiegł do mnie z dwiema żywymi choinkami. Byłam wzruszona do momentu aż zorientowałam się, że tuż za nim biegną policjanci:D) Trwam w kwestii żywego drzewka, niezmiennie do tej pory, choć decyzja nieco ewaluowała kilka lat temu. Teraz kupuję wyłącznie małe drzewko, które nie skończy żywota na śmietniku. Tak, więc, po każdych świętach jeździmy z Tomkiem szukając miejscówki do jego wkopania. :)

    Kochana, rozmawiasz z ekspertką od świątecznych piosenek. Co roku, już w listopadzie zaczynam klimatyczną muzyczną ucztę, a kolekcję mam zaiste, pokaźną. Mam po kilka płyt z lat 50, 60, 70 i 80 ze świąteczną muzyką. I to w wielu gatunkach. Mam całe koncerty, chóry, damskie, męskie, dziecięce. Mam składanki i świąteczne albumy konkretnych zespołów. Oczywiście, nie jestem w stanie ich tu wymienić, ale napiszę ci taką uniwersalną, składankową listę: (Last Christmas nie muszę wymieniać?)

    Merry, merry Christmas – New Kids on the Block
    Do they know its Christmas? – Band Aid
    Christmas time – Cliff Richard
    All I want for Christmas is you – Mariah Carey
    Mary’s Boy Child – Boney M
    Merry Christmas Everyone! – Shakin Stevens
    Feliz Navidad – Boney M
    Driving home for Christmas – Chris Rea
    So this is Christmas – John Lennon albo, jak kto woli Celine Dion
    Christmas time – Brian Adams
    Santa Claus is coming to town – kto się dorwał, ten śpiewał
    Winter’s tale – Queen
    Let it snow – Frank Sinatra / Dean Martin
    Winter Wonderland – ktokolwiek

    Jest jeszcze, co prawda nie świąteczna, a Sylwestrowa, ale uwielbiam ją: Happy New Year – Abba

    Z polskich jedynie:
    popularna: Jest taki dzień – Czerwone Gitary
    i absolutnie zajebista: Pada śnieg – Antkowiak z Górniakową

    Najpiękniejszą pieśnią świąteczną, bez której nie wyobrażam sobie świąt, i którą mogę słuchać bez przerwy jest „O Holy Night”, z filmu Kevin sam w domu. W ogóle mam całą ścieżkę dźwiękową z Kevina, bo ja w tym filmie kocham właśnie muzykę!!! Wielu śmieje się z samego filmu, nie zwracając uwagi na soundtrack, a jest zajebisty! Prawie wszystkie utwory są Johna Williamsa, który pisał też muzę do StarWars, E.T. i wielu innych! „O Holy Night” śpiewa chór, gdy Kevin wchodzi do kościoła… Jezu już jak o tym myślę, mam dreszcze!

    https://www.youtube.com/watch?v=gT9XH7nbjLM

    Chyba, póki co, wyczerpałam temat. To już filmy sobie daruję. No, może wcisnę jedną propozycję. To jeden z lepszych filmów o miłości (a nie cierpię filmów o miłości), który kojarzy mi się ze świętami, i w przeciwieństwie do innych filmów – chyba nigdy nie leciał w tv. No, chyba że przeoczyłam. „Untamed Heart”, czy też „Skryta namiętność”, (tłumaczył chyba ten sam gościu, który zrobił Wirujący Sex z Dirty Dancing :D
    Jezu, dobra, już!
    Przepraszam:(

    • Mam te wszystkie kawałki, wierz albo nie ale kiedyś „kupiłam” sobie składankę świąteczną na torrentach i jest na niej chyba z 300 różnych kawałków – mam nawet kolędę techno, metalową i jakieś dwie hawajskie (Mele kaliki maka is a thing to saaaaay, on a bright Hawaiian Christmas Daaaay!”) :D
      O Holy Night to piękna piosenka, kojarzę całą tą scenę i jej klimat!
      No i muszę obejrzeć skrytą naamiętność! Chociaż brzmi trochę jak porno ale skuszę się :D

      • Kolęda techno… Jezu.
        Hawajską wymiotłaś :D :D :D aż się popłakałam!
        No, właśnie – Skryta namiętność – debilne tłumaczenie. Tam nawet erotyzmu niewiele. A jesli już, to taki fajny, subtelny… Mam nadzieję, ze uda ci się znaleźć (ja miałam z tym kłopoty – szukałam kilka lat!) i obejrzeć. Kiedyś raz obejrzałam w tv, pod koniec lat 90, a potem wracałam wielokrotnie na płytach CD z wypożyczalni. Uwielbiam ten film ( tu też zwróć uwagę na muzykę – przepiękna). I daj mi znać!

    • Ahaja, pozwoliłam sobie dodać do playlisty kilka z Twoich propozycji :)
      A jeśli chodzi o dreszcze, to „Mary did you know” Pentatonix, a z klasyków „Angels we have heard on high” w wykonaniu Bocellego.

      • A, i jeszcze!!!!
        (Dziubasowa, wybacz spam! Możesz się zrewanżować, mój blog jest do Twojej dyspozycji)
        „Bóg narodzi się” Perfectu. Uwielbiam ten utwór od kiedy się ukazał i mimo upływu czasu mogę go słuchać co roku przez całe święta!

        • Dzięki za propozycje, odnotowano! :)
          Spamujcie ile chcecie, wpadajcie kiedy chcecie, zostańcie ile chcecie – każda wizyta mnie cieszy :) W końcu tu chodzi o dialog, co nie? ;)

  6. Dziubasowa, kocham Cię. Świątecznie Cię kocham, bo dzięki Tobie nie czuję się sama w tym wariatkowie. U nas w domu święta są już od tygodnia. Znaczy… choinka (sztuczna) jeszcze koczuje w piwnicy, a ozdoby na pawlaczu, ale ich chwile tam są policzone. Jesteśmy tak przejęci pierwszą wigilią Księżniczki, że postanowiliśmy urządzić w naszym mieszkaniu kolację na 10 osób. „Postanowiliśmy” oznacza wedle zasad naszej domowej demokracji, że P. jest władzą ustawodawczą, a ja wykonawczą. Czyli on wymyślił, a ja muszę te 10 osób ugościć ;). Mamy już listę potraw i prezentów, zaczęliśmy nawet robić Księżniczce playlistę z dziecięcymi pastorałkami i kolędami. Ten rok jest rzeczywiście wyjątkowy, bo do tej pory drażniły mnie te wszystkie świąteczne chwyty marketingowe, zwłaszcza w listopadzie, a teraz patrzę na nie z lubością i tęsknotą :)
    Co do filmów – nic nie poradzę, uwielbiam „Listy do M” z całym tym cukierkowo-kiczowatym klimatem, a ścieżkę dźwiękową z obu części to wręcz kocham :)

  7. O tak, Święta z dzieckiem są wyjątkowe, sama nie mogłam się tego doczekać :) Teraz też na nie czekam, chociaż wiem, że oznacza to jedzenie na zmianę :D
    U nas z wykonaniem jest zawsze tak samo – ja sprzątam a Dziubas gotuje i rozdaje ludziom jedzenie.
    Listów do M nie widziałam – może w końcu obejrzę, wszystkim się ten film podoba :) Teraz chyba 3 część kręcą.

  8. Jakieś dwa lata temu Ludzik zakochała się w filmie Ekspres Polarny. Oglądała go kilka razy dziennie, aż do sierpnia. Jeżeli jeszcze nie widziałaś, to na święta będzie w sam raz.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.