Zespół Napięcia Wieku Średniego

Na nic znów nie mam czasu. Jakoś straciłam ostatnio umiejętność odpowiedniego nim gospodarowania i z niczym się nie wyrabiam. Cały czas mam braki zakupowe, więc jeżdżę do sklepu praktycznie codziennie, bo okazuje się, że nie ma pieczywa, pieluch albo jeszcze czegoś podstawowego.

Za to wpadłam w jakiś niewyjaśniony obłęd kupowania sosów, więc mamy ich całą szufladę.

A z racji tego, że lodówkę mamy zaopatrzoną całkiem nieźle, jemy wyłącznie poza domem. Albo Mama Wu zaprasza na obiad w każdą niedzielę, albo pizza nam pachnie po drodze do domu, albo zaliczamy restaurację z moją Mame, co jest rzeczą wręcz zaskakującą, bo nie przypominam sobie ile lat temu byłyśmy razem coś zjeść.

Oczywiście w takim gronie (Mame, ja, Dziubas i Bob) amoku jest tyle, że aż iskrzy, więc po dotarciu na miejsce przesiadaliśmy się jedynie cztery razy. Bo tu za głośno, tam zabawki, gdzie indziej wrzeszczą dzieci, a tu znów nie da się jeść, bo fotele za niskie. Boszsz…w tym całym zmienianiu stolików zaliczyliśmy też wnoszenie Boba wraz z wózkiem na piętro, a potem znoszenie go na dół.

Naprawdę, nie zdziwię się, jak już nas tam więcej nie wpuszczą.

Przy okazji moja dobra passa w kuchni trwa nadal, w związku z czym w ciągu ostatnich kilku tygodni zdążyłam wyrzucić zakalcowate ciasto dyniowe, nie smażące się racuchy, zepsute mielone mięso i przypalony ryż.

Zaczynam coraz poważniej myśleć o kupnie menażki i ustawianiu się w kolejce do baru mlecznego.

Zresztą, ja zjem byle co. Bobo ma zawsze mleko i słoiczki a Dziubas obiad w pracy.

Może zamiast menażki kupię w takim razie jakiś modny lakier do paznokci i pójdę na masaż?

Ostatni, na jakim byłam był rehabilitacyjny, a fajnie byłoby mieć miłe i niebolesne wspomnienia z takich atrakcji…

Z wiadomości najnowszych, dzisiaj w nocy zdechł mi kwiatek, którego dostałam w sobotę. Tym samym chyba pobił rekord prędkości. Z tego względu nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby kupować kolejne, które mam na oku.

Bo zobaczyłam w sklepie taki piękny skrzydłokwiat i od paru dni nie mogę przestać o nim myśleć. Tak samo zresztą jak o pewnym egzemplarzu zwanym Zamiokulkas, ale tylko z racji jego nazwy. Brzmi zupełnie jak jakieś greckie imię: Zamiokulkas Onassis.

Dziubas kolejnych roślin nie chce, ale nie wiem, czy mogę mu zaufać, bo tych pierwszych też nie chciał, a jakoś z nimi żyje.

Ponadto przechodzę jakiś turbo PMS. Wczoraj za kierownicą przeżywałam cały wachlarz emocji, od wzruszenia pięknymi żółtymi drzewami do stresu i płaczu na końcu nosa. Dzisiaj jem resztki pizzy z ostrymi papryczkami pepperoni, których normalnie nie jestem w stanie przełknąć. Wstaję bladym świtem bez narzekania, kładę się później niespecjalnie zmęczona. Nawet wyszło mi kilka syfów na twarzy, dzięki czemu poczułam się nieco lepiej i młodziej.

Poza tym miałam ogromną zachciankę poczytać jakieś babskie pisemka, więc kupiłam sobie Twój Styl (którego nie cierpię ale dodawali kalendarzyk na następny rok) i Świat Kobiety. Boszsz…otwieram a tam porady w stylu „Makijaż 40+” i „Podpatrujemy triki urodowe naszych CÓREK”. Luz.

Oficjalnie – gazet dla kobiet w moim wieku nie ma. Bo na te wszystkie Cosmopolitany i Glamoury przecież nie będę wydawać pieniędzy.

Najwyraźniej w kategorii czasopism jestem już powyżej czterdziestki i czas się z tym pogodzić.

Ponadto moje problemy ze słuchem pogłębiają się, bo podczas oglądania filmu z Dziubasem w zeszłym tygodniu, usłyszałam z ust bohatera „Podrap mi jajka” zamiast „Podaj mi rękę”.

Boszsz…wyobrażacie sobie taką sytuację wśród ludzi?! Przecież moja mina byłaby bezcenna! A jakbym jeszcze tak dała w pysk jakiemuś Bogu ducha winnemu autorowi wypowiedzi?

A teraz to dodatkowy strach, bo molestowanie stało się tak trendy jak fejsbuk i smartfony, więc musiałby się chłopina dwoić i troić z jakimś zadośćuczynieniem…

Trzeba zainwestować w aparat słuchowy i nosić zatyczki do uszu w momentach kiedy Bob piszczy albo przesuwa po całym domu stołek.

Na sam koniec będą jednakowoż dobre wieści, gdyż iż Dziubasowy plan wywiezienia mnie do lasu spalił na panewce i już na pewno go nie zrealizuje. Stało się to jasne już jakieś dwa tygodnie temu, kiedy niechcący obejrzeliśmy horror, w którym para błądząca po lesie zostaje zaatakowana i zeżarta przez niedźwiedzia.

To znaczy mężczyzna został zeżarty, kobieta przeżyła.

Big Sis mówi, że w realu było zupełnie na odwrót. Bo był to film na faktach.

No naprawdę, nie wiem czemu autorzy scenariusza odwrócili rolę ofiary – zeżarta przez niedźwiedzia dziewczyna by się tak dobrze nie sprzedała? A może to jakieś zagranie feministek?

Tak czy siak, moja noga w lesie już nie postanie, więc teraz będzie musiał wymyślić coś innego.

A teraz idę wyłączyć piekarnik, bo jeszcze tego kurczaka spalę i będziemy musieli zjeść hot-dogi z Orlena.

18 Komentarze

  1. Serio tak Ci się kojarzy nazwa tego badyla- Zamiokulkas Onassis?? Hahahahahahahahahahahaha :D Aż sobie wyGooglałam! Badyl, jak tysiąc innych badyli, ale nazwa w dechę :P

    Zachcianki PMSowe uwielbiam. Nie mam wtedy żadnych wyrzutów sumienia. Tak samo jest na kacu. Mój rekord to zagryzanie Nutelli surowym kalafiorem. A raz tak mnie ssało na słodycze „puderki”, że wyskoczyłam z łóżka, przebrałam się z piżamy z powrotem w ciuchy (!), poszłam do sklepu i kupiłam paczkę puderków. Pożarłam kilka, aż mnie zemdliło, a z samego rana przyjechała Ciocia :P

    Nie martw się, to wszystko wina jesieni, o!

  2. Jakoś tak mi grecko brzmiało ;)
    Puderki! Jak ja dawno ich nie jadłam! W dzieciństwie je uwielbiałam, kupowała mi je babcia w każdy weekend! Chyba dzisiaj przemycę jakąś paczkę do domu, zrobiłaś mi smaka :)
    Wiesz, że do TK Maxxa jeszcze nie dotarłam? Ale czekam cierpliwie na swoje wychodne i wtedy się tam zaszyję na godzinę :)
    Nutella i surowy kalafior! Przebiłaś tym wszystko! :D
    …Nutellę chyba też muszę kupić :P

    • I co, były puderki?

      Ja w TK Maxxie byłam w zeszłą sobotę i baaaaardzo głośno przypomniałam mężowi o zbliżającej się rocznicy ślubu, kiedy staliśmy koło stojaka z Gift Cards’ami do doładowania :D :D :D

      • Jeszcze nie było, ale póki co dostaliśmy pakę M&Msów od babci więc nadrabiam cukrowe zaległości :P
        Dobrze zrobiłaś głośno myśląc! ;) Mężczyźnie trzeba zasygnalizować, że ma się domyślić! :D

  3. Przyznaj się, że po prostu lubisz jeździć na te zakupy ;)

    Jeju, a wiesz, że mój mąż bardzo lubi ciasto z zakalcem? Następnym razem więc przyślij do nas :P opowiadał mi, że jak był dzieckiem to specjalnie mamie otwierał piekarnik, żeby „klapnęło”, a ona ciągle się zastanawiała, dlaczego niektóre ciasta jej nie wychodzą hahaha.

    Zamia jest fajna, kojarzę ją ze wszystkich centrów handlowych, bo jest odporna na przesuwanie, dotykanie, całowanie, pieszczenie, masaże… ojej chyba się rozpędziłam, ale ogólnie jest ok. Jakbyś kupiła to wsadź w małą doniczkę, ten kwiatek jest zwariowany, bo puszcza nowe liście wtedy, gdy ma ciasno w doniczce, a jak ma dużo miejsca to latami może mieć tyle ile miał jak go kupiłaś :D
    Skrzydłokwiat to mój ukochany kwiat do pielęgnacji, bo … nie wymaga specjalnej pielęgnacji. Ostatnio jak pojechaliśmy na wakacje, to jeden biedak został na oknie i zasłoniliśmy go zasłoną, więc stał w słońcu 2 tyg. Biedak padł, ale! oskubałam suche liście, podlewałam w zasadzie samą ziemię i puścił nowe z tych korzeni :P
    Ja potrafię nawet kaktusa zamordować, więc wiem co mówię hahaha

    Jak pójdziesz na masaż to nie bierz tajskiego ;) Nie wiem, czy miałaś kiedyś, ale on WCALE nie jest relaksacyjny. Najlepiej zatrudnij pana Męża do zrobienia jakiegoś masażyku, kup pod choinkę jakiś tutorial ;)

    pzdr.

    • Twój mąż lubi zakalec?! Dawaj adres, nic się nie może zmarnować! :D Teraz w ogóle moda na jakieś słodycze i lody z zakalcami (cookie dough) – po zjedzeniu Ben and Jerry`s o tym smaku odpłynęłam :D
      Już sprawdzam tego kwiatka! O skrzydłokwiat się trochę obawiam, bo mamy na górze dużo chłodniej i ten cyklamen (jak cyklon B…) właśnie z tego powodu zdechł. Chociaż to podobno fiołek ALPEJSKI, a w Alpach to chyba zimno! Ech, nic już nie jest takie samo ;)
      Ostatni masaż jaki miałam był poprzeczny – miła pani przez ręcznik papierowy odrywała mi mięśnie od kości – po pierwszej sesji pomyślałam, że już wiem do czego przydają się te pampersy dla dorosłych…

      • Hahahha, pampersy dla dorosłych! Umarłam :D
        Kochana, zdobyłaś dziś me serce na zawsze! Ben and Jerry’s to moje naj naj ukochajsze lody!! czekałam na nie w Polsce kilka lat :)) Cookie dough i Oh my apple pie to nasze ulubione smaki! Hahaha zakalec w lodach :D to taki w sumie smak surowego ciasta, który znam dobrze z dzieciństwa, bo zawsze wylizywałam miskę jak moja mama coś piekła ;) (zawsze mi mówiła, że rozboli mnie brzuch, co nigdy nie nastąpiło)

        Daj znać przy kolejnym zakalcu, wyślę adres :P

        Co do kwiatków to poczytaj na necie, czy może być w zimnym pomieszczeniu. U nas stał w kuchni i w pokoju, dość ciepłym…Tak się rozrósł, że spadł mi z parapetu :/

        • Widziałam te lody w gazetce Rossmana! Mam taką torbę na mrożonki i kiedyś kupię kilka kubeczków – tak ekskluzywnie, bo drogie to okrutnie. A próbowałaś Koralowych „lodów jak dawniej”? Pyszne, jak domowe!
          Czyli skrzydłokwiat dostał skrzydeł i próbował zwiewać – ciekawe :D Mnie się tak eszeweria (? – taki sukulent) rozrósł i rozmnożył i muszę poprzesadzać do nowych doniczek.
          PS. Ja do dziś wylizuję miskę po wszelkich masach i po mleku skondensowanym jak robię ptasie mleczko!

          • Tak, tanie nie są, ale z drugiej strony jak idziesz na takie „gałkowe” to weź 3 na dwie osoby to u nas np. w Grycanie zapłacisz prawie 20zł. To już wolę raz na kiedy Ben&Jerry’s kupić. Polecam Ci też lody z Lidla, takie amerykańskie w kubeczku, bardzo podobne do Bena. Są nawet teraz w sprzedaży. Cena też lepsza, bo poniżej 10zł. Koralowych nie próbowałam. W takim razie kupię :)

            Takie rzeczy jak wylizywanie misek widać zostaje na całe życie ;) Ja jeszcze lizałam te końcówki od miksera i udawałam, że to lody :D masakra

  4. Moja droga, z rzeczy podobnych to przerabiam ostatnio braki zakupowe i codzienne wędrówki do sklepu, zmiany stolików (w tym szumne zmiany stolików), a Tamaluga, która już od jakiegoś czasu nie daje się wsadzić do wózka, zapiernicza po schodach w górę i w dół, włazi na zaplecza, do kuchni, zaczepia gości… Także, tego. Czasami już nie mam siły, więc udaję, że to nie moje dziecko, niech Tomek się męczy :D
    Co tam jeszcze? No, oczywiście pryszcze! Cholera wie, skąd, ja sobie tłumaczę, że od alkoholu, od którego odwykłam, a który miałam ostatnio okazję pić aż dwukrotnie!
    Mnie też bierze na babskie pisemka, ale nie kupuję, bo – jak widzisz – jest ich za dużo w moim przedziale wiekowym, więc nie mogę się zdecydować.
    Głuchota z przekręcaniem wyrazów to, jak wiesz, trwa u mnie niezmiennie od dawna.
    Wobec powyższego, musimy się wszystkie trzymać razem i w kupie, bo w kupie raźniej, kupy nikt nie ruszy, kupy nikt do lasu nie wywiezie! (bo i po co? Las chyba ma własne…?)

  5. Izzy – znam te lidlowe – były właśnie dla mnie namiastką Ben and Jerry`s :D
    I końcówki od miksera też lizałam!

    Ahaja – W kupie siła, zgadzam się! Dlatego m.in. najlepszą bronią w dzieciństwie był patyk z kupą :P
    Tamaluga działa bez obciachu, poradzi sobie ze wszystkim w życiu kobita! :)
    Co do alkoholu mam ochotę na Grzaniec Galicyjski, już kilka dobrych lat nie piłam. Ale że nie piję już długo to obawiam się kaca giganta po jednej szklaneczce – a tego bym przy Bobie mogła nie przeżyć :D

    Piszę ten komentarz słuchając Nightwisha i rozpędziłam się tak na klawiszach, że zaraz zacznę robić pogo!

  6. U Ciebie kłopoty ze słuchem, a u mnie ze wzrokiem. Ostatnio w kalendarzu zdziwiło mnie nowe święto Matki Boskiej Gastronomicznej. Okazało się jednak, że to było Matki Boskiej Gromnicznej…

  7. Surowe ciasto? O fuj! Ja mam w ogóle jakąś fobię, jeśli chodzi o surowe jajka. Żaden tam tatar ani inny kogel-mogel (tak to się mówi?) nie wchodzi w grę. Z końcówek miksera zlizywałam za to bitą śmietanę :)
    Podobną paranoję mam zresztą w kwestii lodów. Nie zjem rozmrożonych, choćby nie wiem co. Dlatego kupuję je tylko w najbliższych sklepach, bo boję się, że nie dowiozę w całości pomimo torby termicznej.
    Hmm… chyba powinnam się leczyć :)

    • Też tak mam z surowymi jajkami! Ja wylizuję tylko po kremach albo innych masach :) Mam wrodzony strach przed salmonellą :P
      Weź sobie do torby kilka zamrożonych wkładów do lodówki turystycznej, na pewno dowieziesz! :)

  8. Po kolei dobieram się do blogów, które Sylwia poleca i dziś trafiło na Panią. Jestem zachwycona. Niesamowicie się ubawiłam i przyznaję, że przy Was ubywa mi lat. Zawsze powtarzam, że trzeba trzymać z młodymi i wychodzi na to, że mam rację. Pozdrawiam wszystkich Pani fanów, do których z radością dołączam.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.