Druga połówka w praktyce

Drodzy Panowie – tym razem będzie o Was.

Doceniamy Was i podziwiamy nieustannie, stąd pomysł na tę notkę.

O Was – dla nas.

Czyli kobiece spojrzenie na Wasze, często, niezrozumiałe dla nas zachowania. Próba rozszyfrowania enigmy po to, żeby wspólnie żyło nam się łatwiej, a rodzina rosła w siłę, szczęście i dostatek.

1. Praktyka czyni mistrza

Mężczyzna jest istotą do bólu praktyczną. Myślącą logicznie, potrafiącą przewidywać wiele rzeczy a także posiadającą umiejętności typu naprawienie sprzętu AGD czy RTV, nie zgubienie się w trasie czy odróżnienie wkrętu od śruby.

Nie dziw się, kobieto, że nie zrozumie Twojego wybuchu radości na widok dwóch pudełeczek zamkniętych w jednym większym pudełeczku, też w kwiaty, które pięknie mogą wyglądać na komodzie w sypialni. Bo niby co on sobie może tam wsadzić? Nieprzydatne to w ogóle, kształt ma taki, że nigdzie się tego nie upcha, bo zawsze wystaje a te kwiatki to już w ogóle lekka przesada. Nie zdziw się, że zapyta po co Ci takie pudełeczka, skoro macie szafę narożną – przecież jest tam jeszcze dużo miejsca.

2. Geolokalizacja

Nie liczcie, drogie panie, na to, że mężczyzna kiedyś zapamięta lokalizację kosza na brudy, skoro w domu jest tyle terytorium do zaznaczenia uwiędłą onucą. Przyzwyczajenia są siłą napędzającą męskie działania domowe. Mokre ręczniki wciska się w róg kanapy, podkoszulki rozwiesza na krzesłach i fotelach, kuchenne rzeczy trzyma się w kuchni.

Stąd potem tyle awantur zaczynających się od: „Kochanie, podasz mi patyki do szaszłyków? – „A gdzie są?” – „W szufladzie!”

Tak oto zaczyna się walka człowieka z naturą, podczas której mężczyzna przeszukuje wszystkie 58762 szuflad, znajdując patyczki w ostatniej. W międzyczasie przechodzi kilka leveli wkurzenia, wywalając, jego zdaniem, niepotrzebne rzeczy. Potem jest zwrotka mówiąca o tym, że zmieniasz, kobieto, położenie tych rzeczy bez jego autoryzacji, że Twoja matka kupuje Wam za dużo stuffu, a na koniec refren o tym, że to Ty wybierałaś szafki kuchenne, trzeba było wybrać jeszcze więcej szuflad.

3. Myju-myju, chlastu-chlastu

Utrzymywanie domu w czystości od wieków było domeną kobiet. Kobieta próbowała sprać zapach mastodonta z dywanu, podczas gdy mężczyzna polował.

Kobietki, nie próbujmy zmieniać męskiej natury. Pozwólmy mężczyźnie przyrządzać mięso, a same wyczyśćmy co tam uważamy za stosowne i niezbędne.

Pamiętajmy o tym, że według mężczyzny zlew nie jest elementem, który trzeba myć, bo na męską logikę sam się czyści. Tak samo umywalka w łazience, brodzik, wanna czy pralka.

Nie bądźcie zdziwione, drogie dziewczyny, kiedy podczas przekazanych instrukcji mycia podłogi, zacznie się kłótnia o to, że płyn do mycia podłóg śmierdzi, tym mopem nie da się niczego umyć, a tak w ogóle to zanim on zacznie myć, musi najpierw odkurzyć, jechać autem na myjnię, odwiedzić mamę i zrobić zakupy na obiad.

Rośliny to element krajobrazu, który jest czymś żywym a więc też sam się żywi. Osobiście nie słyszałam nigdy o delikwencie, który przywitałby żonę w drzwiach wesoło krzycząc: „Kochanie, podlałem kwiatki, bo fikus w rogu zaczął gubić liście!”(Swoją drogą fikusy zawsze mi łysieją, cokolwiek bym z nimi nie robiła. Może zwyczajnie się lenią i zrzucają sierść jak zwierzęta?A może zaburzenia gospodarki hormonalnej???)

Nawiasem mówiąc nie znam żadnego mężczyzny, który znałby nazwy jakiegokolwiek kwiatka poza różą i słonecznikiem.

Dziubas zna jeszcze bonusowo storczyka, którego kiedyś dostał. A którego ja nazywam sterczykiem.

3. Przez żołądek do serca

Zapamiętać i zanotować raz na zawsze: nie przesadzajcie w kuchni!

Otwórzcie winko, pomalujcie paznokcie, weźcie długą kąpiel z bąbelkami i zróbcie normalny, domowy, dwudaniowy obiad.

Nie warto na rzecz pożywnej golonki z włosami albo zdrowego schabowego przyrządzać godzinami Fła-gra z panczettą na liściu sałaty rzymskiej skropionej dipem z czarnuszki, ylang-ylang, sandałowca i musztardy dijon.

Uwierzcie mi – za porządnego schaboszczaka będzie Was nosił na rękach do końca dnia i chwalił, że ta jego żona to potrafi gotować, nie tak jak inne baby.

4. Wewnętrzne rozterki

Wybijcie sobie z głowy wizję wspólnego urządzania domu. Tą, w której siedzicie oboje  opatuleni pod ciepłym kocykiem, z Chianti w kieliszku, przeglądając z uśmiechem katalogi firm meblowych.

Widziałaś kiedyś film „Igrzyska Śmierci” albo „Gladiatora”?

Przygotuj się na walkę – PRAWDZIWĄ batalię o ochronę tego, co kobiece, lekkie, zwiewne i różowe. Na walkę o zachowanie swojego jestestwa w tym wspólnym gnieździe.

Bądź gotowa na płacz w Castoramie, spazmy w Ikei i smarkanie w rękaw w Black-Red-White. Zabierz ze sobą neospasmine i melisę w termosie do Leroya. I pamiętaj: liczy się spokój i opanowanie. Tylko tak masz szansę pokonać przeciwnika, który w mgnieniu oka uzna, że firanki są niepotrzebne, bo trzeba je prać (ciekawe ilu mężczyzn w ogóle robi to w domu…), zechce pomalować sypialnię na szaro i czarno, wrzucić na środek czerwoną skórzaną kanapę i zapach łosia i dziczyzny w sprayu.

Bądź czujna. Kiedy Ty będziesz spać, on wybierze lampę do kuchni w formie rury z kranikiem, zdecyduje się na stolik kawowy z popękanego szkła a zamiast komody czy szafy wstawi uniwersalny metalowy regał przywodzący na myśl rzeźnię albo magazyn w Biedrze.

I przede wszystkim – nie czekaj!

Nie czekaj na moment, w którym on pochwali te piękne zasłony w kwiaty albo pomysł pastelowego różu na ścianach w sypialni. Nie dowie się dla samego siebie, co to firanka żakardowa, gipiura ani stebnowanie.

Nie doceni też miliona poduszek i poduszeczek na łóżku, bo w myśl praktycznego działania – dostałby fioła gdyby musiał je co wieczór ściągać i co rano układać podczas ścielenia.

4. Trzy kolory Kieślowskiego

Dlaczego Kieślowski zdecydował się jedynie na trzy?

Bo nie znał ich większej liczby!

Założę się, że zamiast tytułów nawiązujących do podstawowej palety, początkowo miał być zielony, mniej zielony i ciemny zielony. Ewentualnie, bardziej dosadnie: fajny, ch*jowy i pedalski. Takie wersje też krążą ;)

Mężczyzna nie powie, że wybrał te ręczniki w kolorze ecru, bo pasują Wam kolorystycznie do tych płytek kawa z mlekiem, albo że ta szmaragdowa sukienka jest lepsza niż butelkowa zieleń bo pasuje do twoich oczu. Kiedy pytasz go o milion kolorów, na jakie chcecie pomalować salon, wskaże palcem na katalog z próbkami i powie „ten!”. I naprawdę nie będzie go obchodziło, że to odcień numer 745348: „Dojrzała sierpniowa brzoskwinia z doliny Szilvasvarad”.

Kobiety moje drogie – zamiast skupiać się na tych drobiazgach, włączcie wspólnie film, wyjdźcie na spacer albo spędźcie romantyczny wieczór przy świecach – nawet przy tych samochodowych ;) Pamiętajmy, że nasi mężczyźni to źródło wszelkiej pociechy!

…Bo niby o czym miałybyśmy pisać na tych naszych blogach? ;)

23 Komentarze

  1. Hahaha
    Tomek zawsze odpowiada „dobrze, kochanie”, ewentualnie „już, już, chwileczkę, tylko muszę… – i tu następuje mamrotanie pod nosem, którego nie rozumiem, a on liczy na to, że nie dopytam. Nie muszę chyba dodawać, że chwileczka nigdy nie mija, a obiecana czynności nigdy nie następuje. Wczoraj poprosiłam go o rozwieszenie prania, ale on „jeszcze tylko musiał przypilnować obiadu”, po czym stanął w kuchni i patrzył na garnek, w którym same gotowały się ziemniaki. Ale może to i lepiej? Gdyby faktycznie rozwiesił pranie, połowy skarpet szukałabym do tej pory. :D

    • Ciekawe czy wiedzą, że pranie trzeba rozdzielać kategoriami? U nas była bitwa żebym nie używała płynu do płukania, a ja traktuję wybieranie go w sklepie jak wybór perfum…

  2. Zżera mnie ciekawość, jakiż to męski wybryk Dziubasa był bezpośrednim impulsem do napisania powyższego tekstu. ;)

    Powiem Ci, że mnie po latach te uwiędłe onuce (kocham ten epitet, nadal rżę ze śmiechu!!!) bardziej rozczulają, niż denerwują. W końcu póki facet zaznacza, że to jego teren, to dowodzi, ze mu zależy, prawda? ;)

  3. Oj, z tymi remontowymi wizjami to u nas też mocno tarło na linii wizji przyszłości. Kiedy ustalaliśmy ustawienie ścian, dokładnie wymierzyłam wielkość sypialni, żeby wewnątrz zmieściło się łóżko.
    Pojechałam na kilkudniowe szkolenie, podczas którego przedmiotowa ściana była wznoszona. Kiedy wróciłam okazało się, że została (na życzenie Fizolofa) przesunięta o 10 cm w głąb sypialni tak, żeby powiększyć salon. Łóżko się nie zmieściło…

  4. Okazuje się, że jestem mężczyzną………………!! Hahaha :D

    Nie cierpię szpargałów typu pudełeczka i inne- przecież to tylko zbiera kurz! Masakra.

    A to zlew i wanna się same nie myją?? :D

    U mnie jest dobrze, jak pojawi się chociaż ten schabowy, bo pomimo, że lubię gotować, zawsze znajdzie się coś ciekawszego do zrobienia po pracy. Na szczęście syn jest karmiony w szkole, a później na świetlicy :D

  5. Muszę przyznać, że mój jak na przedstawiciela kogoś z innej planety (no bo w końcu mieszkamy na Venus) to i tak szybko się zaaklimatyzował. Wprawdzie czasem zdarza się „Obcy decydujące starcie”, bo tak jak mówisz, są dialogi typu „Kochanie, gdzie jest taśma klejąca?” hmm. Mieszkamy w tym domu już X czasu, taśma jest tam, gdzie była od początku…Ale nie, po co pamiętać takie rzeczy?

    Na szczęście mój przedstawiciel planety Mars uczy się szybko:
    „Boże przybyło mi tu i tam!” mówię do niego, a on przewraca oczami i mówi: „Co powinienem odpowiedzieć?” Wie, że jak się nie zgodzi ze mną to nie uwierzę, a jak się zgodzi to będę wkurzona ;)
    Tak czy siak na kolorach zna się lepiej niż ja, bo pracował z kobietami, więc się nauczył. Kwiaty rozróżnia, ale oczywiście nie zaawansowane ;)
    Nawet zdarza mu się obejrzeć ze mną typowo babski film, bo wie, że zaraz to ja będę się męczyć na jego ulubionej kategorii. (raz jedno raz drugie wybiera) Jedyne co trzyma mnie wtedy przy życiu to pop-corn, który robimy.

    Z porządkami mamy wszystko ustalone – ja mopuję, ale trzymam się z dala od odkurzacza :D wstawiam pranie, ale on wiesza, bo ja tego NIENAWIDZĘ (zwłaszcza małych skarpeteczek dziewczyn, które zawsze mi spadają)

    Dom zaprojektowaliśmy sami we 2, urządziliśmy go i rozwodu nie było, więc się da :)) Dobrze, że podobne gusta mamy, bo wiem, że różnie z tym bywa.
    Dobra kończę, bo mąż przez ramię zagląda i zaraz zobaczy coś, czego nie powinien ;)

    pzdr.

      • hahaha, dobre. U mnie też tak wesoło nie jest. Po minie widzę, że muszę szukać innego filmu ;) Kompromis to podstawa, choć pewnych rzeczy nigdy nie zrozumiem. np. mówię coś to nie słyszy a jak mówię, żeby uszy umył to zawsze mi odpowiada, że ma czyste :P

  6. No zaimponowałaś mi teraz z tymi świecami samochodowymi :P.

    Zabrakło jeszcze czegoś o narzędziach, których według mnie nigdy za wiele. Klucze, kombinerki, śrubokręt itp itd. musi byc ich kilka :P

  7. Oj tak! Nic dodać, nic ująć! :D Bardzo trafna Ci ta analiza wyszła :D ja dodałabym jedynie kwestię pojmowania czasu przez mężczyznę. Przykład? Chociażby prośba o naprawę np. kranu. Jego „zaraz / potem kochanie” może ciągnąć się miesiącami :D

  8. Dzięki ;)
    Tak, naginanie czasoprzestrzeni to ich talent – zapętlają czas do momentu, kiedy same podniesiemy onuce i zapomnimy, że go o to prosiłyśmy…Prawie jak hipnoza!

  9. Względem mojego Męża mogę się zgodzić w pełni tylko z podpunktem nr 3… Ja się pocę, myślę, kombinuję, a jego i tak ucieszy bardziej zwykły schabowy.

    Co do kolorów, to ja sama znam nie wiele, on prędzej, bo pracował z farbami :D Te dziwne pojęcia odnośnie firanek ja sama pierwszy raz
    na oczy widzę, a tysiące niepotrzebnych, acz ładnych rzeczy w domu lubię u kogoś – nie u siebie – podobnie jak Mąż stawiam na praktyczność. Być może dlatego, że mi brak tego cudownego zmysłu dekoratorki wnętrz.

    Miałam też pisać, że mój Małż łazienkę sprząta…. a potem sobie uświadomiłam, że robi to tylko i wyłącznie na moją prośbę i ku mojej radości, bo dla niego nie wymaga ona mycia nigdy… zlew w kuchni to faktycznie abstrakcja. Ale ten to serio jest brudny za chwilę od nowa i sama nie cierpię go myc bo to dopiero syzyfowa praca! :D

    • Troskę mężowską doceniamy aczkolwiek na prośbę się nie liczy :D Zaskakujące są męskie definicje czystości…o zlewie się nie da powiedzieć, że brudny ale jeszcze można chodzić ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.