Ale wkoło jest wesoło, rozwalimy całe koło!

Jak pisała ostatnio Lady Makbet, 13 piątek ma to do siebie, że nie przychodzi ani 13-tego ani w piątek. Mnie odwiedził w poniedziałek, spóźniony o kilka dni, czym uśpił moją czujność.

Bydlak.

Dzień sam w sobie niczego złego nie zapowiadał, leciał dość leniwie, dopóki nie najechałam kołem na jakiś kawałek betonu i nie rozwaliłam całej opony.

Boszsz…trzymajcie mnie! Całej sytuacji opisywać nie będę, bo to nie program o zachowaniach kierowców na drodze, ale żeby zejść z drogi miłemu panu, który pędził prosto na mnie jej środkiem, przytuliłam się delikatnie na prawą stronę do jakiegoś placu budowy.

Huk był niemiłosierny, chociaż nie stało się nic wielkiego. Pfff…jak to zwykle z samochodami bywa – wiele hałasu o nic. Dziubas zjawił się dość szybko (jechałam akurat po niego do pracy), zmienił oponę w tempie błyskawicznym i wróciliśmy do domu.

Ale za to jaka była scena! WCALE się wszyscy nie gapili jak przydzwoniłam. W OGÓLE.

Ba, jedno małżeństwo w średnim wieku nawet wykręciło głowy na plecy żeby z pogardą przyjrzeć się całemu zajściu.

Ma się rozumieć, że ani jedna osoba nie zapytała „Hej, widzę, że jesteś małą drobną przestraszoną kobietą i podróżujesz z dzieckiem – może POMÓC?!”

No ale nie oczekujmy niemożliwego i nie ocierajmy się o science-fiction…

Podczas gdy Dziubas zmieniał koło, wróciłam na miejsce zbrodni (Jak przyznała Dzika – „ONI zawsze wracają na miejsce zbrodni, ZAWSZE!”) żeby spojrzeć, czy przypadkiem im tej budowy nie przestawiłam. No ale umówmy się, że trudno przestawić beton. Pod jakimś rusztowaniem z folii nawet wypatrzyłam mój kołpak, ale nie chciałam go zabierać i ryzykować kolejnej sceny w stylu: „Dzień dobry, to moje, hehe!” – chuchnąć, przetrzeć pod pachą i wrzucić Bobowi do wózka.

Najdziwniejsze jest to, że było to największe katharsis jakie osiągnęłam od dobrego 1,5 roku. Matko, ale jaki szok w ogóle! Po powrocie do domu byłam tak wyluzowana, że czułam się jak ten lotos na tafli jeziora. Nie wiem, może w końcu jakaś czara goryczy się przelała i wylałam z siebie całą puszkę pandory, ale czułam się tak lekka, że tylko krok dzielił mnie od nirwany i lewitacji.

Na koniec dnia tylko jakoś koszmarnie bolały mnie łydki – może to tam skumulował się cały stres.

Na podtrzymanie dobrego nastroju po rzeźni, jakiej dokonałam na aucie Dziubasa (dziwne, bo swoim Szprotem się tak nie rozbijam…), oglądałam z zachwytem w TV reklamy z Lidla i Biedronki, które działały na moją duszę jak balsam.

Może wkroczyłam w jakieś nowe stadium szaleństwa?

Zgodnie z tradycją, po uszkodzeniu Dziubasowozu zapytałam grzecznie Dziubasa czy tym razem też kupić mu Czekoladki Hańby, na co odpowiedział, że tym razem nie ma takiej potrzeby.

Tym, którzy nie wiedzą (a może nie pisałam o tym, już nie pamiętam) wyjaśniam: Poprzednim razem kiedy zarysowałam mu auto kupiłam w ramach przeprosin ładną bombonierkę (w TK Maxx więc pełen wypas, zagranica i te sprawy!), którą Dziubas pozostawił w szafce mówiąc, iż te czekoladki NIGDY nie zostaną otwarte, będą sobie tu leżały i mi przypominały o tym, co zrobiłam.

Także element tego typu wzajemnego wychowywania się w małżeństwie mamy za sobą.

A teraz Bobo śpi a ja jem resztkę dyniowej zupy. I jest jeszcze dobra!

20 Komentarze

  1. Opona a nawet całe koło (opona+felga) to część wymienna.
    Grunt, że głowa cała. A jak piszesz niektórzy chcieli sobie sami głowy ukręcić.

    Jak chcesz się wykazać to możesz się zapytać czy bieżnik na jednej osi jest ten sam (w podobnym stanie). ;)

    Pozdr
    M

  2. Muszę powiedzieć, że lubię Twoje komentarze – pozwalają zabłysnąć wśród płci męskiej! :D
    Chociaż ostatnio wtrąciłam – niby od niechcenia – że nie mogłam znaleźć BITA do wkrętarki i Dziubas nawet nie zauważył! A ja przecież miałam to wszystko ukartowane! Chyba uznał to za normalne, że wiem jak się ta część nazywa (to w końcu oczywiste…)

  3. Naprawdę mąż do tej pory nie zjadł tych czekoladek?! Chętnie pomogę :P
    Zrobię tylko zdjęcie, żeby Ci przypominało o przestępstwie hahaha

    Wiesz, we wtorek spotkałam się z koleżanką, która w sierpniu kupiła nowe auto. Podjeżdża, a ja patrzę już wgniecione. Byłam pewna, że to ona przywaliła w coś, ale uśmiecha się i mówi, że to jej szanowny ukochany ślubny wykręcał na podwórku i przyfasolił w (!) świeżą elewację. Nie dość, że auto uszkodzone, to i dom… Ciekawa jestem, czy dał jej za to jakieś czekoladki hahaha. Także jak sama widzisz, nie masz się co czuć źle, że Ty jako kobieta miałaś bliskie spotkania trzeciego stopnia z betonem.

    Ja latem miałam identyczną sytuację, z tym, że aby nie uderzyć w tego pacana co to środkiem drogi z naprzeciwka jechał, przejechałam po krzaczorach, które zostawiły wzdłuż całego auta piękną, długą rysę. Dogoniłam dziada i sam poddał się dobrowolnej karze (napisał oświadczenie i dostałam zwrot z ubezpieczenia) Nie wiem, czy ja wyglądam jak zombie tak na co dzień, czy jak zobaczył wkurzoną matkę z 2 dzieci to wolał nie ryzkykować pogryzienia, ale fakt faktem zapłacił za swój haniebny czyn :D
    Na drugi dzień, miejsce zbrodni zostało oczyszczone z tych cholernych krzaków, które właziły na 1/4 całego prawego pasa.

    pozdrowionka!

  4. Przede wszystkim jestem w szoku, że nikt nie pomógł matce z dzieckiem!
    Po drugie,co wiąże się z pierwszym – całe szczęście, że nic wam się nie stało.
    A teraz, co następuje:
    Zaskarżyc budowlańców, że na placu budowy stoi betonowe coś!
    Zaskarżyc miasto/inwestora, że plac budowy jest tak blisko drogi!
    Potem złożyc skargę na policji, że budowlańcy na swoim terenie bezprawnie przetrzymują twój kołpak!

    Chyba muszę się położyc spac…

    • A podobno pokolenie naszych dzieci jest roszczeniowe :D
      Hmmm…gdybym żyła w US and A już bym ich pozwała i wygrała kupę szmalu…z drugiej strony gdybym żyła w Stanach pewnie nie zgubiłabym kołpaku pod Orlenem…No cóż – jest jak jest :D
      Może jednak kupię sobie…ekhm! Znaczy DZIUBASOWI czekoladki ;)

  5. Tak, to smutne, żę brak empatii na ulicach…:dzieje sie coś złego – ludzie nie widzą, odwracaja wzrok i patrza w chmury, albo liczą dziury w chodniku ..
    To smutne, że gdy kopią leżącego inni przechodzą na drugą stronę z myślą „może sobie zasłużył?”
    To smutne , że gdy kobieta zwraca uwagę blużniącym nastolatkom uwage na przystanku, zostaje obsypana zraz jeszcze gorszymi epitetami od młodzieży i nikt nie stanie w jej obronie…To smutne…
    Tak mozna wymieniąć…

    Pozdrawiam :)

      • Kurcze… to musiało być dla ciebie bardzo stresujące… ale na pomoc pospieszył bohater prawdziwego zdarzenia, twój kochany Dzióbas. Szkoda opony, ale najważniejsze, że wyszłaś z tego cało. Tak swoją drogą… ludzie jeżdżą jak szaleni . Bez wyobraźni. Nieodpowiedzialnie. Po prostu dziki zachód. W Egipcie nie ma sygnalizacji, ani pasów. Nie ma też kolizji…

  6. Musiałaś się naprawdę mocno wystraszyć, mocniej niż przypuszczałaś, skoro nawet reklamy Lidl’a i Biedronki znalazły swoje miejsce w Twojej Nirwanie. Byłaś szczęśliwa, że jesteś cała i zdrowa, w domu i z ukochanymi, a ja jestem szczęśliwa, że nic Ci się nie stało.

    P.S. Kocham TK Maxx.

      • Na pewno podświadomie.

        A do TK Maxxa lepiej mi nie wchodzić przed samym Halloween, bo mam ochotę założyć na głowę kominiarkę, wziąć z półki broń-zabawkę i tak wszystkich nastraszyć, żeby dali mi wynieść wszystkie te słodziutkie czaszki, kościotrupki, czarownice, duszki…. Ojej! Mają nawet taką kulę z całującymi się szkieletami, a zamiast typowego białego śniegu w środku jest CZARNY! O mamo… Chyba po pracy tam pójdę O.o

  7. Oj, bo to się robi tak, że się zjada czekoladki, a pudełko z powrotem zakleja i zostawia. No co Wy, nie wiecie? ;)
    A poniedziałek to jest w ogóle 13 piątek w przebraniu, skubaniec jeden. Dobrze, że historia z oponą zakończyła się szczęśliwie.
    Do TK MAXXA zawędrowałam wczoraj podczas wizyty w pewnym dużym mieście i wsiąkłam. Ostatecznie przywiozłam Księżniczce skarpetki w Disneyowskiego Prosiaczka, a mężowi ciasteczka w puszce (chociaż niczego ostatnio nie rozwaliłam!). I jestem z siebie dumna, że nie wydałam całej wypłaty…

Odpowiedz na „DziubasowaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.