Nierealnie upalnie

Boszsz, jak jeszcze raz ktoś mi powie, że jak jest lato to musi być ciepło, ma w ryj.

To samo tyczy się tekstu „Jak jest zima to musi być zimno”.

Wszystkim niezadowolonym z obecnych warunków atmosferycznych oznajmiam wszem i wobec: to niestety moja wina. MOJA. Bo dwa tygodnie temu powiedziałam mojej Mame, że „Teraz to już nie będzie TAKICH upałów, bo idzie sierpień, więc chociażby noce będą chłodniejsze”.

No i co?

Jajco.

Okazuje się zatem, że na wieszczkę się nie nadaję, więc na karierę w sektorze Nostradamusa raczej nie mam co liczyć w najbliższym czasie.

To samy tyczy się zostania pogodynką, meteorologiem i wszystkim co z tym związane.

Ale po co rozważać swoje ścieżki kariery, kiedy na zewnątrz lada chwila wszystko zacznie topnieć w upale jak w tej scenie z Terminatora dwójki, kiedy wszystko pochłania wielka fala ognia.

No i co z obowiązującymi konwenansami? Że niby po 30-tce nie wypada już nosić mini, odkrywać brzucha, za dużo nóg? I że najlepiej to już się szykować do ogolenia się na jeżyka, bo podobno po 40stce długich włosów kobiecie mieć NIE WYPADA (chociaż mnie i tak wypadają, czy trzeba czy nie…) a więc muszę powoli oswajać się z maszynką do strzyżenia brody Dziubasa. I muszę przyznać, że łysa glaca na ten upał wydaje się dziwnie pociągająca.

Tak więc oto stanę w świetle dnia, z trwałą na łbie, najlepiej w którymś odcieniu rudego, w rajstopach przeciwżylakowych i z opakowaniem środków na nietrzymanie moczu w torebce i popędzę wesoło pokłócić się z ekspedientką w jakimś mięsnym, że źle zważyła mi sopocką, dyskutując w międzyczasie z przypadkowymi ludźmi w kolejce o swoich chorobach. A potem równie szybko przylecę z siatami do domu, żeby zdążyć na kolejny odcinek Mody na Sukces.

Boszsz…Niech mnie ktoś dobije.

Nic mi się nie chce. NIC.

No, może poza taplaniem się w lodowatej wodzie. Przez większość dnia marzę o chłodnej fali, która oblewa mnie z góry na dół i tak na mnie leje aż robię się sina z zimna.

I chce mi się młodej cebulki do śniadania. Do pomidorów, bez których ostatnio nie wyobrażam sobie życia i wszystkie kanapki, które robię do jedzenia wyglądają prędzej czy później jak stelaż dla pomidora. Cebuli chce mi się aż tak, że przerzuciłam się na nią ze szczypiorku. Kaliber wyżej pozostaje już tylko por, więc niedługo będę jak Ty, Seeker, paradować z ich zapasem przez życie :)

No i jeszcze chce mi się słuchać muzyki z musicalu Rent, który od niedawna mnie całkowicie pochłonął. Pomijając jego niepoprawną politycznie treść (Pfff!), piosenki z tego filmu (Bo oglądam w kółko film z 2005) towarzyszą mi cały czas. Uwielbiam je, chcę je mieć przy sobie cały czas, robić im śniadanie do pracy i woskować im samochód.

Bredzę. Pewnie z gorąca. Albo te koniki polne, co ostatnio wskakują nam tabunami do domu mnie pożarły i teraz jakaś ich toksyna powoli zatruwa mi mózg.

Czy ktoś wie, kiedy te uderzenia gorąca nareszcie się skończą?!

8 Komentarze

  1. No wyjęłaś mi ten wpis spod klawiatury. Wygrzebałaś, skubana, spomiędzy klawiszy razem z resztkami ciastek zbożowych, których miałam nie jeść.
    W moim mieście (pewnie w Twoim i stu innych także) do wczoraj bez przerwy padało, od wczoraj za to żar taki, że nawet dziecku nie wkładam butelki do podgrzewacza – chyba że chciałabym ją ochłodzić… I pierdzielę internetowe prognozy pogody, bo są o kant pupy rozbić. Kiedyś na obozie harcerskim miałyśmy z przyjaciółką za zadanie przewidzieć pogodę. Ni diabła nam się nie udało i strasznie się potem wstydziłyśmy tej pomyłki. I teraz, po nastu latach, leczę się z tego poczucia wstydu, bo skoro taki Onet czy inna WuPe nie potrafi odróżnić bezchmurnego nieba od preludium burzowej apokalipsy, to jak miały to niby zrobić dwie szesnastolatki?

  2. No właśnie! Nawet moje niezawodne meteo.pl się myli i co chwilę aktualizuje swoje wykresy!
    …Nawiasem mówiąc przypomniałaś mi, że może już czas wyczyścić laptopa ;)

  3. Gdy upały
    już nastały,
    wpraw się w nastrój doskonały,
    zdejmij gacie,
    włóż sandały,
    ogol się do łysej pały! :D

    Pomidory żrę cały rok, bo wciąż przyświeca mi nadzieja, że w końcu trafię na takiego, co ma smak prawdziwego pomidora.
    W zeszłym tygodniu były takie nawałnice, że wywaliło okno w piwnicy. Zerkam do neta sprawdzić kiedy koniec, a net na to: o co ci chodzi, kobieto, przecież u ciebie słońce…

    • Hahaha! Uwielbiam Twoje wierszyki! Wydrukuję sobie tomik na każdą okazję :D
      Nas na razie burze omijają.
      A co do pogody to czekam już na jesień, żeby móc narzekać, że znów zimno i leje :D

  4. O! Ahaja, no ja właśnie przez tego Neta (bodajby zdechł w męczarniach… albo nie, bo jak ja będę blogi czytać) potwornie ostatnio zmokłam na spacerze. Za oknem niebo prawie bezchmurne, u Neta bezchmurne całkiem, więc wychodzę sobie beztrosko łapać promienie słońca. Nie złapałam prawie wcale, za to mnie złapał deszcz i to taki, że jacierpiędolę, jak mawia mój kolega z pracy.

    • Nie wierzcie meteorologom! Kłamią! :)
      Ja się zawsze ubiorę jak na Syberię, bo niby dzisiaj to ściana deszczu i +15 z wichurami a potem wychodzi słońce i pot leje się ze mnie strumieniami. Mogłabym zasilać miejskie fontanny…

  5. Seeker Por (favor) się zgłasza :D Jak tylko wspomniałaś o porach, skojarzyłam to z „moimi” porami, a za chwilę była wzmianka o mnie :D

    Trochę mnie te Wasze opisy upałów przerażają. Jestem zdecydowanie ciepłolubnym wiecznym zmarźlakiem, ale skoro narzekają WSZYSCY, to coś chyba jest na rzeczy. A ja za 2 tygodnie będę w Polsce, pierwszy raz od 7-u lat. Jak ja przeżyję taki skok temperatur? :O

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.