Owad-friendly?

Ostatnimi czasy, w zasadzie od kiedy na zewnątrz zrobiło się cieplej, przeżywamy inwazję. I bynajmniej nie jest to inwazja kosmitów czy stonki ziemniaczanej.

Nasz dom postanowiły zaszczycić hordy przeróżnych owadów.

I naprawdę nie wiem, co może je tak wabić, bo nie rozlewamy wokół hektolitrów miodu, nie trzymamy padliny po kątach ani tym bardziej nie rozstawiamy karmników ze specjałami przeznaczonymi dla danego gatunku.

Może zachęca je bryła budynku? Walory estetyczne? Kolory wnętrz?

Zaczęło się od jakiejś wycieczki mrówek, która wzięła się nie wiadomo skąd, przespacerowała się po kuchni i zniknęła tak samo szybko jak się pojawiła. Oprócz tego, że wyżarły mi trochę syropu do herbaty, nie przejęłam się nimi jakoś specjalnie, bo jestem z pokolenia, które dorastało z mrówkami faraonkami – takie były wtedy czasy, były w każdym bloku i każdy je miał – jak meblościanki czy naczynia z kryształu.

A potem się zaczęło. Najwyraźniej mrówki postanowiły się podzielić wrażeniami z wycieczki z innymi znajomymi, bo turyści zaczęli walić drzwiami i oknami.

W największej liczbie odwiedzają nas komary – te wielkie, co jak machają skrzydłami, to robią wiatr na drugim końcu domu. Przypominają mi takich podpitych wąsatych wujków, co to na weselu zaczynają im się plątać nogi po kilku głębszych i szukają ofiary do tańca. Jednego z nich Dziubas POŁKNĄŁ w nocy. I błagam, nie pytajcie jak on to zrobił, bo był tak śpiący, że sam do końca nie wie.

Do wesołej ferajny czasem dołączają pająki a nawet jeden świerszcz, który przyprawił mnie o zawał. No bo wybaczcie, komar komarem, ale świerszcza na ścianie to się człowiek raczej nie spodziewa. Tym bardziej, że po jego morderstwie na ziemi znalazłam jego NOGĘ, co przyprawiło mnie prawie o czułe objęcia z muszlą.

Nie zliczę oczywiście przeróżnych latających czy biegających stworzeń, które musiałabym identyfikować za pomocą jakiegoś atlasu badziewia i tałatajstwa.

Dziubas, nie przejmując się zbytnio stwierdził, że „taki urok mieszkania w domu”.

No naprawdę, inaczej sobie te uroki kiedyś wyobrażałam i w tych moich wizjach te uroki na pewno nie miały skrzydeł ani kilku par nóg.

Ale, ale! Pomyślałam, że żywcem mnie nie wezmą, bo ja się nie dam i się UZBROJĘ!

Oprócz wtyczki do kontaktu przeciwko wszelkiemu żywemu stworzeniu, zaopatrzyłam się w nasz pancerny odkurzacz, który jest w stanie wessać komara razem z powłoką farby z sufitu. Ale dla dobra sprawy uznałam, że jestem skłonna zaryzykować tę drobną niedogodność.

Odtąd poczułam się jak Maxi Kaz i wsysałam wszystko, co pojawiało się w naszym domu. Można powiedzieć, że wciągnęło mnie to i po pierwszym razie reszta poszła już gładko. Na dzień dzisiejszy jestem w stanie złapać muchę w locie.

Po tym wszystkim, pewnego dnia dotarło do mnie, że może one tam w środku, w tym odkurzaczu wcale nie zdechły, wręcz przeciwnie! Może one się tam żywią resztkami, nabierają masy i czekają na dzień zemsty?!

A może, co gorsza, znajdą drogę przez rurę z powrotem, pójdą do światła i najzwyczajniej w świecie stamtąd wylezą?!

Worek z odkurzacza wymieniałam z adrenaliną na takim poziomie, że przywróciłaby do życia nieboszczyka, zapakowałam w dwie reklamówki i miałam ochotę zakopać głęboko pod ziemią, najlepiej 20 kilometrów od domu.

Zasadniczym minusem tych owadzich przygód jest to, że nie wpływają dobrze na moją skórę i wygląd zewnętrzny, bo na widok czegokolwiek co lata/pełza, dostaję takiej gęsiej skórki, że mogłabym wyciągać sobie z niej pióra jak ta dziewczyna na „Czarnym Łabędziu”.

A dziś, wchodząc do garażu, zobaczyliśmy 3 pająki, z czego dwa czarne i rozczapierzone, wielkości mojej dłoni. Szczena opadła nam do kostek, zamknęliśmy garaż i weszliśmy do domu chwiejnym krokiem.

Czyli już postanowione – dom należy spalić.

PS. Są jakieś pułapki na pająki? Takie jak na myszy? 

15 Komentarze

  1. Sam Pan Dziubas nie da rady, ileż można połknąć?

    Komarów i innych latających nie mam, odkąd w otworach okiennych są moskitiery. Namówiłem pana fachowca, żeby zrobił je podobnie, jak robi się rolety – można zwinąć, kiedy nie są potrzebne.

    Na pająki i mrówki to chyba tylko chemia (?)

    • Moskitiery są na mojej liście marzeń! :)
      I faktycznie, Dziubas sam nie wydoli, powinnam mu pomóc i też przyswajać to białko…

  2. Haha! Ja wczoraj biegałam z odkurzaczem po domu, bo wpadłam na genialny pomysł, że po co je zabijać jak można je odkurzaczem wciągną. No dobra, trochę byłam ciekawa jak wygląda mucha latająca w tył, no bo wiadomo, jak leci do przodu i ja przystawię jej rurę do, jak by nie patrzeć, dupy, no to leci do tylu, lecz niestety okazało, że chyba nie mam tak wypasionego sprzętu jak Ty i zmuszona byłam je zabić łapką i później podkurzać. Zawsze to pewność, że nie wylezie.
    Pająki, och pająki, ja w sumie to ich się nawet nie boję, ona mnie po prostu obrzydzają, co trzeba mieć w głowie, żeby stworzyć tak ochydne stworzenia jak pająki. Ostatnio przeżyłam taki stres, ze zastanawiam się czy nie mam jakiś skutków po stresowych. Jako, że musiałam przestawić łóżko pod okno, bo w drugiej części pokoju, za ścianą coś zdechło i prze okrutnie śmierdziało (tak, też mieszkam w domu). Leże sobie, godzina 23 może trochę później, przeglądam jak zwykle pierdoły w telefonie i przyświeciłam w tak dziwny sposób, że wydawało mi się że coś idzie koło mojego ucha, odsuwam głowę, świece jeszcze raz, trza sprawdzić, może to jakiś potwór, patrzę, a tam wycieczkowicz sobie zapierdziela, pająk, podiwaianie kraobrazów sobie zrobił. Ja panika, szybka kalkulacja, nie mam nic pod ręką żeby go zabić, ale zanim wstane po kapcia to zdąży uciec i wtedy na pewno go nie znajdę, a tym bardziej nie zasnę do rana. No to ja zamach i jeb, jak jackie chan w cegłę, szybka decyzja. Szybka modliwa żebym tylko trafiła, żebym tylko trafiła, podnoszę dłoń, szybko wycieram o cokolwiek, żeby nie patrzeć, bo to dodatkowy stres, spoglądam na łóżko, a tam tylko jego noga została :P Swoją drogę i tak nie spałam do 3 nad ranę a przez kolejne 2 tygodnie miałam halucynacje, że coś po mnie chodzi :P Choć nie wiem jak on się znalazł u mnie w pokoju, bo mam moskitiery w oknach :P OOoooooo na Twoje problemy z robalami, moskitiery zamontuj, ani jednego komara i innych dziwnych stworzeń ! :P

  3. O mato i córko znowu się rozpisałam, ale musiałam Ci opowiedzieć historię mojego życia, bo bym nie mogła zasnąć od ekscytacji :P

  4. Uroki życia na wsi:)
    Faraonki też pamiętam doskonale. Były nawet w papierze toaletowym(!)
    Po wciągnięciu w odkurzacz żywych stworzeń, miewam dokładnie takie same myśli. Zazwyczaj po każdym wciągniętym pająku wciągam mnóstwo różnych dziwnych rzeczy, żeby go dopchać, zatkać i odciąć drogę odwrotu.

  5. Dom trzeba spalić ! :D Wygrałaś ! :P

    Ja mieszkam w bloku na 8 piętrze. Kilka dni temu jak upały zaczęly dopiero nadchodzić siedzieliśmy u Nas ze znajomymi i właśnie zaczął się temat wszelakich robali i owadów. Znajomi stwierdzili (sami mieszkają na drugim piętrze), że pewnie u Nas to ani komarów w mieszkaniu (bo za wysoko), ani pająków, bo nie chce im się wspinać i much pewnie też nie mamy. Muchy są i nawet jedna latała, więc szybko zmienili zdanie. Co do komarów i pająków nie wiem (nie zauważyłam wtedy jeszcze). Po dwóch dniach od spotkania upały przyszły i jak jakaś plaga. Zaczęło się od komarów, ale jakieś mutanty większe niż zwykle, po ugryzieniu wielki guzek. W salonie przed naroznikiem mam białą ławę, oglądałam tv, sięgam po kubek z ławy a tam w moją stronę naparza wielki obrzydliwy pająk (kątnik domowy ) wołałam na całe mieszkanie „HEEELEEENA MAAAM ZAAWAŁ- byłam sama w domu. Nawet kapciem bałam się go trzepnąć, ale musiałam by się rano obudzić (już widziałam jak mnie w nocy pożera). Udało mi się traperem Igreka. Spokojnie poszłam spać. Budzę się rano z myślą o kąpieli. Wchodzę do łazienki, a tam jego młodszy brat (troszkę mniejszy, ale nie na tyle mały by popłynął odpływem). Znów powtórka z traperem… Chyba pogoda ich pobudziła do życia. Ale jednak 8 piętro Nas przed brzydalami nie uchroni. :(

  6. M-A-S-A-K-R-A!!!!!!! I akurat czytałam to jedząc śniadanie :O
    Owady były zawsze jednym z powodów, dla którego wolę mieszkać w bloku, niż domku. Jednak odkąd mój synek podrósł stwierdziłam, że ogród to mus. A po Twoim opisie…………. co ja mam robić?? AAAAAAAA! Mam nadzieję, że podzielisz się odkrytą tajną bronią :(

  7. Fizolof po każdej sesji polowania z odkurzaczem zawsze dokładnie zalepia dziurę taśmą klejącą. A ja czekam na dzień, kiedy mój ukochany IRobot zacznie jeździć po suficie…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.