Żyje się tylko dwa razy?

Ja wiedziałam, że wyjście z domu to ostatnimi czasy pomysł dość ryzykowny. Do wczoraj jednak nie byłam świadoma, że AŻ TAK.

W ciągu 45 minut spędzonych za kierownicą wgrzmociłby się we mnie tir, drogę przebiegł jakiś dziki zwierz (Naprawdę nie mam pojęcia co to mogło być, ale było tłuste, miało puchaty ogon i jak na mój gust przypominało szopa pracza) a na koniec z dachu ciężarówki jadącej przede mną spadła szyba lodu i roztrzaskała się tuż przed moją maską.

Co to w ogóle ma być, ja się pytam?! Zamach?! Oszukać przeznaczenie???

Do domu wróciłam w stanie zwiastującym conamniej rozległy zawał. Bosz. No nie chcę czasami być już kierowcą. Weźcie sobie to prawo jazdy, wymieńcie na kartę miejsko-wiejską i dorzućcie rozkład busa.

Do stanu normalności doprowadził mnie niemalże od razu Dziubas szukający po raz 768674980 tego dnia swoich spodni. Panika więc przeszła mi od razu, bo zaczęłam się zastanawiać nad wszczepieniem mu jakiegoś lokalizatora swoich ubrań.

Ponadto, z moich ostatnich obserwacji wynika, że straciłam słodki smak. Kiedyś nie istniała dla mnie rzecz za słodka. Wciągałam wszystko i domagałam się dodatkowego karmelu. Teraz zaczęło się u mnie wydziwianie. Doszło nawet do tego, że z szuflady, w której leżała czekolada mleczna z orzechami, wafelki i pół tabliczki czekolady gorzkiej, wybrałam jedną małą kostkę tej ostatniej.

Ja. Która zwykłam mawiać „Gorzka czekolada, to nie czekolada!”.

Boszsz…to już to. Czas umierać.

Normalnie obawiam się, że pewnego wieczoru otworzę swoją ulubioną książkę, zrobię sobie herbatę (oczywiście gorzką, bo jak patologia to już na całego) i zagryzę wesoło surowym boczkiem.

Zdążyłam też dziś wieczór znienawidzić Castoramę. Podczas gdy Dziubas szukał jakiejś taśmy/folii czy coś w tym stylu, ja zobaczyłam siebie w lustrze łazienkowej szafki. Oczywiście w ciągu kilku sekund przeżyłam kryzys osobowości i starałam się zorganizować jakąś papierową torbę na twarz. W przypływie nagłego omdlenia umówiłam się na przyszły tydzień do mojej fryzjerki. Jako, że nadal nie wiem czego chcę, to WIADOMO jaki też będzie efekt tej wizyty.

A pomyśleć, że dziś przy śniadaniu krytykowaliśmy z Dziubasem wszystko co sztuczne, silikonowe i nabotoksowane.

Bo starzeć trzeba się z godnością!

Tak więc jutro godnie podążę do apteki po Valium.

Ech…idę po rurkę z kremem.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.