Męska ciąża

Wracając dziś od mojego lekarza Dziubas użył stwierdzenia, które zachwiało moim całym światopoglądem. Mianowicie powiedział „Jak BĘDZIEMY kiedyś w następnej ciąży…” – reszta zdania uleciała w podsufitkę, bo opadła mi szczena.

 - Halo, halo! Stop! Jak to MY?? Jak to będzieMY?? – zapowietrzyłam się donośnie.

 W odpowiedzi na to nastąpiło święte oburzenie Dziubasa, który zaczął mi szczegółowo wyliczać, że on również ponosi konsekwencje bycia w ciąży (tu poleciała cała lista obowiązków wymieniona prawie alfabetycznie) a więc tak, może tak mówić, bo jego zdaniem w ciąży jesteśmy M Y. Razem. Nie tylko ja.

 Po chwili namysłu doszłam do wniosku, że w sumie ma rację. Że po części ten Dziubas też jest w ciąży, biorąc pod uwagę szereg występujących u niego objawów:

Nudności występują u Dziubasa regularnie, szczególnie kiedy za długo siedzi w domu w jednej pozycji i nie ma w perspektywie niczego do zrobienia. Nudności szczególnie nasilają się rano, kiedy z jednej strony kokoniłby się rozkosznie w łóżku, ale wyrzuty sumienia i poczucie obowiązku zmuszają go do wstania. Wyjątkowe nasilenie pojawia się w weekendy kiedy nie ma dobrej pogody a Dziubas niekoniecznie może znaleźć sobie miejsce albo zajęcie, które zaspokoiłoby jego wrodzone ADHD.

Zawroty głowyto Dziubas lubi. Szczególnie zawraca głowę jeśli nie przykryło się garnka z gotującą się cieczą, nie schowało do lodówki czegoś, co powinno się w niej znajdować, albo wyrzuciło coś nie do tego kosza na śmieci. Co ciekawe, zawroty głowy nie obejmują czynności, które wykonuje on sam, na przykład nie obejmują umieszczania zwiędłych onuc w losowych miejscach mieszkania.

Huśtawka nastrojóww tej dziedzinie Dziubas osiągnął mistrzostwo, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę typ huśtawki, na której siedzą dwie osoby i każda ma kucnąć żeby przegięła się na jej stronę. Huśtawka pojawia się szczególnie w momentach podejmowania ważnych decyzji, które powinny być wspólne, i głównie polega na zasadzie przeciwności. Kiedy ja powiem „Tak, tak będzie dobrze”, Dziubas na sto procent odpowie „A właśnie, że nie!” i na odwrót. Przy czym nastroje na tej huśtawce przypominają wówczas raczej pęd na kolejce górskiej po zjedzeniu stada hot-dogów.

ZachciankiDziubas posiada je w różnej formie, zarówno w ciągu dnia, jak i w środku nocy. Choć pozostają głównie w formie mięsnej, jednak zdarzają się też te wyjątkowe. Tak oto dla przykładu przez kilka miesięcy gotował sobie na dobranoc kakao.

Ból w piersiach – Jeszcze nie wyśledziłam, czy ten objaw go dotyczy, ale zwróciłam uwagę, że często drapie się po gobelinie właśnie na ich wysokości. Chociaż gdyby go bolało, to pewnie by się nie drapał…tak czy tak, te okolice w jakiejś formie również występują na liście ciążowych objawów. Tylko bardziej jako swędzenie niż ból. Ale każdy organizm jest inny, więc uznajmy to za kwestię indywidualną.

Brak miesiączkiO! To Dziubasowi na pewno dolega! Miesiączki nie zaobserwowałam u niego ani razu, co więcej, nie odnotowałam też tajemniczego ginięcia moich podpasek. Nie żebym je przeliczała, ale byłabym w stanie potwierdzić obecność ewentualnego wspólnika w korzystaniu.

Wrażliwość na zapachyTo jeden z objawów występujący u Dziubasa najsilniej. Ładnie pachnie mu tylko to, co sam wytworzy i ugotuje, reszta odpada. Nie wolno używać płynu do płukania tkanin, bo śmierdzi, cuchnie też każdy odświeżacz powietrza, a moje perfumy to już w ogóle trzeba omijać z daleka, tak jak i wszelkie damskie żele pod prysznic i balsamy do ciała. Dziubas jest w stanie też wyniuchać śladową ilość kostki rosołowej w każdej potrawie, krzywiąc się z niesmakiem na glutaminian sodu.

BrzuszekTo oczywiście Dziubas też posiada! Co prawda ja ostatnimi czasy go wyprzedziłam, no ale Dziubas musi go posiadać ze względu na status męża. No bo widziała kiedyś któraś z Was męża bez brzucha? Umówmy się, że po zmianie stanu cywilnego są go w stanie wyhodować nawet ci mężowie, którzy do tej pory dumnie reprezentowali wagę kogucią i status naczelnego suchoklatesa danego województwa. A więc brzuszek – check!

No i z listy owej wynika, że Dziubas jak najbardziej jest w ciąży. Co więcej, analizując poszczególne punkty, może nawet to być ciąża bliźniacza. I to niesprawiedliwe! Bo jakoś nie przypominam sobie w całym tym ferworze walki, żeby chociaż raz nasikał na jakiś test, albo miał problemy z zawiązaniem butów.

 Matko, faceci to nawet w ciąży mają łatwiej…

Męskie porządki

Dziubas w weekend ostro zabrał się za porządki w domu. Połowicznie ze swojej inicjatywy, a po części, bo go do tego zmusiłam.

 Kurz wzbijał się w górę, wyrzucane rzeczy fruwały w powietrzu lądując w koszu, a ja siedziałam w środku bajzlu uśmiechnięta od ucha do ucha.

 Bo ja nie umiem magazynować. No ja po prostu nie rozumiem tych, co potrafią mieć trzy szafy ciuchów jeszcze ze szkoły podstawowej, bo „jeszcze się przyda”. Nie. Ja jestem z tych, co wyrzucą wszystko a potem nie mają w czym chodzić. I to jest dopiero trudno wytłumaczyć mężczyźnie, który posiada określoną ilość rzeczy pragmatycznych. I kiedy on potrzebuje jedne spodnie, to znaczy jedne.

 Matko, no ja bym tak nie umiała! Przecież wiadomo, że skoro potrzebuję spodni, to muszę kupić kilka różnych par, bo skąd będę wiedzieć na co akurat przyjdzie mi ochota? Ciemne będą pasować do tej bluzki, jasne do tamtej a te cienkie dwie pary muszę mieć, bo przecież nie będę chodzić w samych grubych!

 W takiej sytuacji mężczyzna mówi WYSTARCZY.

W takiej sytuacji ja muszę dokupić do tych spodni jeszcze 567579382 rzeczy, które będą mi do nich pasować, bo już WIEM, że nic takiego w mojej szafie nie wisi.

 Tak czy inaczej, zmusiłam Dziubasa żeby powyrzucał ciuchy pamiętające czasy liceum.

 Dziubas dzielnie znosił moje okrzyki DO WYRZUCENIA! A także „No kiedy ostatni raz w tym byłeś??” i odkładał na kupę coraz to nowe podkoszulki. Bosz, normalnie jego garderoba składała się w 99% z koszulek. Mam nadzieję, że kiedyś nie wychodził z domu w samej koszulce i majtkach i nie stał tak na przystanku czekając na autobus ze słuchawkami w uszach.

 Sterta odpadów zawierała takie cuda jak stylonowe obcisłe koszuki („Na rower”), podkoszulki rockowych zespołów („Dziubaśniku, ZASTANÓW SIĘ! Czy NA PEWNO nie będziesz chciała w tym spać?!”) a także jedną saszetkę niewiadomego przeznaczenia i narciarskie spodnie kolegi Dziubasa, które swym modnym stylem przywodziły na myśl reglamentację i kompot w barze mlecznym „Górnik”.

 Zdziwiona tym, że Dziubas nie protestuje, a zatem także wyjątkowo nieufna, dałam upust swojej podejrzliwości, kiedy zaczął przesuwać na wieszaku dwie marynarki mówiąc, że to już.

 Kątem oka widzę, że Dziubas kitra, więc przesiadam się na fotel prezesa i podjeżdżam na kółkach pod samą szafę.

 I WIDZĘ.

 Marynarkę. Kiedyś była beżowa, dziś w kolorze kurzu. Z wielkimi wypchanymi poduszkami. Z rzeźbionymi guzikami. Z klapą na tyłku. Po kolana.

 - Dziubas, wyciągaj to!

 - Ale nie, bo to marynarka! Przyda się jeszcze kiedyś!!! – Rozpaczliwie rzuca Dziubas próbując zamykać skrzydło szafy.

 - Ok, no to przymierzaj! – Odpowiadam sprytnie i czekam na efekty.

 Efekty, które przerosły moje najśmielsze oczekiwania.

 Dziubas zakłada marynarkę, która nagle przenosi mnie w czasy, kiedy porucznik Colombo był szczytem klasy.

 I tak stoi ten Dziubas przed lustrem w tym zakurzonym babcinym żakiecie ze zdobionymi guzikami z triumfem wypisanym na twarzy. Z miną sugerującą „Haaa! A nie mówiłem? Głupio ci teraz, co?!”

 Wybucham śmiechem, bo już nie mogę, bo czuję, że jak nie wybuchnę, to eksplodują mi gałki oczne.

 Urażony Dziubas odkłada ją na stertę śmieci i w odwecie przypuszcza na mnie atak związany z wyrzuceniem starej poplamionej torby na laptopa krzycząc „Ale w czym ona ci przeszkadza?!”.

 Odpuszczam, bo widzę, że ananas mu się zjeżył, więc wystarczy.

 Rozgrywka kończy się elegancko wyczyszczoną szafą i moim ciśnieniem 300 na 200, bo Dziubas od tej pory w zamian za moją pomoc w sprzątaniu pasie mnie jedzeniem pilnując ile mam jeszcze na talerzu, sprawdzając, czy na pewno zostało zjedzone i obserwując mnie wnikliwie jak niebezpieczny gatunek kobry.

 Dzień kończy się moim zmęczeniem totalnym i wnioskiem na przyszłość, że trzeba wyrzucać po kryjomu i się wypierać, że „Nieee! Że ja?! Ja tego NIGDY nie widziałam, nie kojarzę takiej rzeczy W O G Ó L E!”.

 …Dla mojego i Dziubasa zdrowia psychicznego i dobra naszego małżeństwa.

Lamenty

 Oszaleję i zwariuję. Pomaluję się na zielono i zgolę na łyso a to wszystko w takt muzyki z Wesela Figara.

 Jeszcze trzy tygodnie (TRZY) leżenia w domu do optymalnego czasu narodzin Bobasa. TRZY. Nie dwa i nie cztery – T R Z Y. Tak żeby już osiągnąć chociaż ten 36 tydzień i ewentualnie wykokosić go na zewnątrz już na bezpiecznych warunkach.

Do tej pory przysięgam, że nie wiem już co będę robić, bo robić nie mogę nic. Chyba pierwszy raz w życiu mam ochotę wypucować każdy zakątek domu, wyprać wszystko co mam w szafach i przemalować mieszkanie na inny kolor.

Dziubas nie wraca ranki, wieczory, więc głównie siedzę sama nie włączając w to kilku wizyt teściowo-matczynych, które na zmianę robią nam pranie, sprzątają i prasują. Gdyby nie to, prawdopodobnie utonęlibyśmy we wszechobecnym syfie złożonym z garów, skarpet i okruchów po jedzeniu.

 Ja z rozrywek wszelakich ukochałam szczególnie internet, który zajmuje mi czas głównie wiadomościami typu „Prosty test na raka”, „Nie lekceważ tych objawów!”, „Ten nowotwór zaczyna się od swędzenia ucha” i „Jedzą go miliony a on powoduje raka”.

Doprawdy, nie wiem skąd w dziennikarzach takie zamiłowanie do tematu. Boję się zapytać.

Na moje nieszczęście dostrzegam też same cudowne treningi, szczególnie na zrzucenie brzucha. Przeważnie treningi brzucha w domu. „Tak proste, że potrzebujesz tylko brzucha i domu!”.

 Na dzień dzisiejszy jestem pewna, że po porodzie pakuję laptopa wraz z modemem do pudła i zagrzebuję na dnie szafy. A potem prosto na jakąś terapię.

Dziubas natomiast niestrudzenie gra w nową grę na komórce. Tym razem polega ona na przesuwaniu cyferek na lewo i prawo. Coś jak sudoku. W przerwach na jedzenie i rozmowę ze mną dopytuje się czy mam już skurcze, w nocy budzi się pytając „Czy wszystko dobrze?!” i zamyśla się nad tym, że jeszcze nie ściągnął APLIKACJI DO MIERZENIA SKURCZY.

 Aplikacji! Już go widzę na porodówce jak wlepia się w Nokię mówiąc, że według aplikacji to nie mógł być skurcz, a już na pewno nie trwał tyle ile mi się wydawało.

I wydaje mi się, że urosła mi twarz. Matko, normalnie nie mogę patrzeć na siebie w lustrze bo mam wrażenie, że nie mieszczę się „twarzowo” w jego ramach i chyba usta mi spuchły jak po botoksie. Za to brzuch przestał rosnąć. Albo twarz sprawia, że wydaje się przy niej mały. Niedługo wstanę z łóżka i pociągnę za sobą twarz na jakiejś taczce żeby dojść do łazienki.

 Obudźcie mnie na wiosnę!

„Nie strasz, nie strasz, bo się…

…Wiesz-co. I to tak się wiesz-co, że żaden Stoperan nie pomoże.” Chciałabym to zacne zdanie skierować do wszystkich, którzy na codzień zawodowo zajmują się straszeniem. Do straszaków. Straszycieli. Nazwijcie ich jak chcecie.

Otóż od osiągnięcia wieku pełnoletniego, koło mnie zawsze znajdzie się taki/taka (co dziwniejsze, częściej TAKA), co to uwielbia postraszyć mnie tym, co ZOBACZĘ.

I tak oto, idąc po kolei, stopniowo w życiu słyszałam:

 1.) Jak pójdziesz na studia to ZOBACZYSZ. – Byłam, widziałam, przeżyłam. Nie dostrzegłam nic niepokojącego w tym, że na zajęcia trzeba chodzić i uczyć się, żeby zdać egzaminy. No doprawdy, groza sama w sobie.

 2.) Jak zaczniesz pracować to ZOBACZYSZ. – Zaczęłam, pracowałam, pracuję. Nie widzę. Może to jakaś taka sztuczka, jak z tymi obrazkami, na które trzeba patrzeć pod odpowiednim kątem żeby zobaczyć Che Guevarę albo żaglowiec?

3.) Jak wyjdziesz za mąż to ZOBACZYSZ. – Okaaaaay, wyszłam. I co? Albo inaczej – i GDZIE mam to coś zobaczyć? Czym jest to coś i gdzie ono się znajduje? Mam szukać w lustrze, w łazience, w lodówce? Pod zamarynowanymi onucami Dziubasa zwisającymi smętnie z fotela? A może czai się w czeluściach szafy, tuczy się roztoczami i czeka na dzień, w którym nabierze odpowiedniej masy żeby się zemścić? Jak dotąd nadal niczego nie dostrzegłam. Nawet w nocy, kiedy nieprzytomnie idę po ciemku do toalety i wyobrażam sobie, że w ciemnościach czai się na mnie duch Abrahama Lincolna albo morderca z hakiem.

 4.) Jak zajdziesz w ciążę to ZOBACZYSZ. – Widzę jedynie swój brzuch. Bo to, co pod nim, już niekoniecznie.

Tak przedstawiały się rzeczy w przeszłości. Aktualnie jestem na etapie słuchania gróźb w stylu:

 - Jak się wam już urodzi to ZOBACZYSZ.

 W najbliższej przyszłości spodziewam się kwiatków typu:

 - Jak zacznie chodzić to ZOBACZYSZ, Jak zacznie mówić to ZOBACZYSZ, jak skończy rok to ZOBACZYSZ, itd., itp.

 O matko jedyna! Skąd w ludziach to przewidywanie przyszłości i chęć uzdrowienia mnie okulistycznie?! Nie przypominam sobie, żebym w ogóle zapytała o taką cenną poradę, a już tym bardziej nie stwierdzono u mnie żadnej jaskry ani innego astygmatyzmu!

 No więc skąd? Zazdrość? Chęć pokazania mi i udowodnienia jak to wcale nie będzie dobrze? Odwinięcie mi w ryj z mokrej skarpety wypełnionej piachem za to, że żyję sobie spokojnie, po swojemu i nie wtykam nochala w nie swoje sprawy?!

 Tak, to o mnie zawsze mówili „Pierdolnięta, zawsze uśmiechnięta” bo cieszę się radością innych, matkuję im mówiąc „poradzisz sobie” albo pasę dobrym jedzeniem i zachwyca mnie jak przyleci mi na balkon mały ptaszek, nawet, jeśli miałby za chwilę narobić mi na całe pranie wzdłuż i wszerz. Bo taka jestem i TAK MAM. Wierzę w to, że życie jest krótkie i trzeba się cieszyć właśnie tymi pierdółkami i patrzeć na jasną stronę życia jak śpiewali w Żywocie Briana.

 I co? I jestem jak Stevie Wonder. We mgle. W nocy. Bez GPS`a. Ślepa, głucha i nieświadoma.

 I jest mi z tym genialnie :)

Człowiek-pingwin i chorobowe pochodne

Ewoluuję w zwierzę.

Chodzę jak pingwin, bo wszystko mnie boli, wszystko mi się rozciąga, przeciąga i naciąga. Lewa noga, bujnięcie na prawo, prawa noga. Bez problemu mogę zagrać w jakimś nowym Batmanie gdyby szukali czarnego charakteru.

 Co gorsza, przewracanie się w łóżku z boku na bok stało się dla mnie dyscypliną olimpijską. A raczej para-olimpijską bo moje ruchy przypominają chrząszcza, który niechcący przewrócił się na plecy i wierci bezskutecznie w powietrzu wszystkimi kończynami naraz.

 Sama nie wiem co lepsze. Pingwin czy chrząszcz. Skłaniam się ku tej drugiej opcji, gdyż jest mi bliższa. Patrząc na stertę garów w zlewie i syf dookoła prawdopodobnie jest to chrząszcz gnojarz. Doprawdy, niewiele brakuje żebym zaczęła toczyć przed sobą kulkę.

Jako, iż nie wolno mi się schylać, 90% rzeczy z moich zgrabnych rączek ląduje na podłodze, więc Dziubas po powrocie z pracy zbiera z niej cały arsenał. Jak jakaś postać z gry, która po skillowaniu wyrzuca z siebie różne itemy. Łyżeczka, kawałek cytryny, pudełko tabletek, gumka do włosów. Szkoda tylko, że żaden z nich nie dodaje Dziubasowi po podniesieniu +10 do następnego levela.

 Na dodatek prysznic muszę brać na siedząco i w takiej pozycji też myć włosy! I nie, nigdy nie uwierzę w te modelki z reklam szamponów i innych żeli pod prysznic, które jednym zwiewnym skinieniem przeczesują mokre włosy uśmiechając się ryłkiem pełnym wodoodpornego makijażu do kamery. Wodę z mydlinami mam w oczach, nosie i uszach, więc jestem ślepa, głucha i parskam jak Golf po wiejskim tuningu.

Ale żeby nie było, że narzekam! Dni lecą mi zadziwiająco szybko i dość produktywnie, bo w końcu sytuacja zmusiła mnie do pisania rzeczy, które trzeba było napisać. Jestem też świetnie zorientowana w polityce krajowej i zagranicznej, znam wszystkie prognozy długoterminowe na ten rok i nadal twierdzę, że ludzie sprzedają na Allegro chore rzeczy.

Chore – dosłownie i w przenośni. I tak, ja wiem, że teraz moda na „ospa party” i że lizaki wymamlane przez dziecko z ospą też się na aukcjach znajdą, ale chora owieczka doprowadziła mnie do skrajnego obrzydzenia.

Otóż zawarłam z Bobasem fakt – za każdy dodatkowy tydzień, kiedy zostanie w brzuchu, dostaje jedną owcę. Już trudno, będzie musiał je pokochać jak my z Dziubasem. Oczami wyobraźni już widzę mojego syna za 40 lat, z brodą do pasa i nożycami do strzyżenia owiec, udzielającego wywiadu do jakiejś stacji telewizyjnej, mówiącego dumnie, że „Pasją do owiec zarazili go rodzice.”

 Anyway…

 No więc zasiadam przed jedynym sklepem, do którego mogę się udać i znajduję co??

 Zabawka – schorowana owieczka wymagająca leczenia. „Cichutko skamlę, kiedy jest mi słabo!”

 Żyjemy w CHORYM świecie…

Zapiski z oddziału geriatrii

Sylwester z jedynką. Albo dwójką. Siedzę na fotelu prezesowej wyciągnięta jak dżdżownica, z nogami opartymi o stołek. Staram się zmieniać kanały dość szybko, żeby nie słyszeć tych wszystkich fałszów celebrytek „śpiewających” na żywo, bo jeszcze dostanę jakiegoś wstrząsu i po co mi to.

 Pół godziny po umówionym czasie zjawia się nasze Dzikie Małżeństwo z Lindą. Przez te 30 minut zastanawiamy się z Dziubasem gdzie są, co robią i czy na pewno umawialiśmy się DZISIAJ i U NAS.

 Do północy gramy w karciankę zapijając Frugo. O północy panowie zabierają się za szampany. Nagle okazuje się, że tego normalnego to w sumie nikt nie chce, bo Piccolo jest pyszne a tamtego i tak nie wypijemy całego. Przy okazji Dziki Mąż stwierdza, że ten prawdziwy szampan i tak już stoi u niego od dwóch lat, więc nic mu się nie stanie jak postoi dłużej.

 Stukamy się kieliszkami musującego trunku i każdy robi „Mmmm!” zachwycając się orzeźwiającym smakiem brzoskwini rosnącej zapewne dziko na południowych i dobrze nasłonecznionych stokach Swarzędza.

 Fajerwerki oglądamy zza szyby, bo za zimno żeby otworzyć okno. Po ostatnim huku Dziubas, jako Pan Domu, spektakularnie zasuwa firankę.

 Jako, że jest już 00:15 wszyscy decydujemy, że już pora spać, więc jakieś 15 minut później towarzystwo opuszcza nasze włości, a my lądujemy w ciepłym łóżeczku i zasypiamy.

 Dziś rano budzimy się z jeszcze większą ilością jedzenia niż mieliśmy wcześniej i Dziubas zastanawia się jak to możliwe, że zostaliśmy tak wyrolowani. Potem myje gary i jedzie do naszego nowego Gniazda a ja zaczynam Nowy Rok w szaleńczym tempie siadając na kanapie z nogami w poziomie i z laptopem na kolanach.

 No i co?! W końcu nasza piątka ma w sumie już jakieś 160 lat, czas najwyższy zwolnić tempo i przejść na emeryturę!

 * * *

 W tym świeżo rozpoczętym 2016 życzę wszystkim przede wszystkim zdrowia – reszta zawsze ułoży się sama, nie? :)