S jak…

Bo dzisiejszy odcinek sponsoruje literka S właśnie. Pod ową literką minął miesiąc marzec. Pozwólcie, że przedstawię na kilku przykładach zamieszczonych poniżej:

Samozapłon – bo o tym myślę za każdym razem kiedy przychodzi mi cokolwiek załatwić. Już samo słowo „Załatwienia” wywołuje u mnie reakcje alergiczną. W ciąguostatnich dwóch dni szlag mnie trafił i krew zalała kilkanaście razy. Po raz pierwszy podczas telefonicznej rozmowy z jegomościem z firmy wykończeniowej (to na pewno się tak nazywa, bo wykańczają psychicznie ludzi!) oraz podczas spotkania z przedstawicielem jednego z banków. A raczej nie-spotkania, bo miły pan po prostu sobie wyszedł będąc ze mną wcześniej umówiony na konkretną godzinę. Ma się rozumieć, że kiedy stanęłam tam w drzwiach z teczką pełną dokumentów, rozczochrana, zmarznięta i przemoczona ( Bo oczywiście to był ten jedyny raz kiedy nie wzięłam parasola) i usłyszałam, że „wyszedł dawno temu” i że „oni nic na ten temat nie wiedzą”, mogłabym kogoś zabić wzrokiem jak bazyliszek na taurynie. Ostatecznie sprawę udało się załatwić jedynie z godzinnym opóźnieniem, a w międzyczasie plątałam się po mieście tam i z powrotem z chustką owiniętą na łbie jakbym była arabskim uchodźcą (Czapki też nie miałam. Dlatego prawdopodobieństwo opadów śniegu wzrosło nagle do 200%.) powłócząc zmęczonymi już nogami. Bo w mieście jak zwykle remonty, dziury w ziemi, więc szybciej jest gdziekolwiek dostać się na nogach niż jechać naokoło tramwajami. Po powrocie do domu miałam ochotę zapłakać ze szczęścia i turlać się po dywanie w przedpokoju. Zaczynam rozumieć czemu gwiazdy mają swoje asystentki…

Skarpeta – Bo o skarpetach w naszym domu mogłabym napisać całą etiudę. Dziubas ma ukryty talent rozmieszczania ich w taki sposób, że za każdym razem jestem skonsternowana jak dziecko, które znalazło skarb. Tyle, że ja nie mam żadnej mapy skarbów. Trafiam na oślep. Skarpetę Więdnącą – czyli taką przewieszoną przez krzesło – znam już od dawna. Stały numer, wiem, czego się spodziewać. Nie jest w stanie mnie już zainteresować a tym bardziej zaszokować. Są też Skarpety Uciśnione – czyli takie, które Dziubas wciska w kąt kanapy niczym brudny sekret albo wstydliwą pamiątkę. To też element standardu. Skarpetę Nawierzchnią też już zdążyłam poznać – to taka, która zwinięta leży NA czymś. Na krześle, stoliku, pralce etc. Ostatnio natomiast miałam okazję odkryć – dosłownie! – Skarpetę Przyczajoną. Odsunęłam krzesło, usiadłam przy stole, a pod nim, na tej jego poprzecznej belce, schowane pod czeluściami obrusa, wiszą ONE. Doprawdy, nie wiem ile jeszcze konfiguracji przede mną, ale zgaduję, że mam resztę życia, żeby się o tym przekonać.

Szok – W miniony weekend wracamy z wycieczki za miastem. Ostatni dzień pogody przed jej załamaniem, więc wykorzystaliśmy go na mały spacer po lesie. Wjeżdżamy już w osiedle, Dziubas skręca w naszą ulicę, kiedy kątem trochę leniwego niedzielnego oka zauważam, że mija nas auto z napisem Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt. Zdziwiona faktem, że posiadają takie środki transportu, pokazuję owe znalezisko Dziubasowi. Dziubas kiwa głową, że zauważył, po czym nagle krzyczy:

- CWELE!!!!!

Chyba mam zawał, bo nie mogę się ruszyć, a szczenę mam gdzieś w okolicach kostek.

Po pierwsze skąd takie słownictwo u mojego zawsze grzecznego i poprawnego politycznie małżona, a po drugie dlaczego wypowiada się o niewinych zwierzątkach z taką nienawiścią?! Kim jesteś i co zrobiłeś z Dziubasem?! Pół życia przelatuje mi przed oczami w ciągu 30 sekund.

 Dziubas nagle się reflektuje i pyta:

 - A nie…Jak oni się nazywają? No wiesz, ci co łapią bezpańskie psy?

 - HYCLE.- Odpowiadam z przerażeniem.

 - Aaa, no…wlaśnie. O nich mi chodziło.

 …

 * * *

 Drodzy Czytelnicy ( bo z nadzieją używam liczby mnogiej. Wiem, że tam jesteście! Mam licznik! ),

 Wszystkiego Najlepszego z okazji Świąt Wielkiej Nocy! Zdrówka, radości i wesołych chwil spędzonych z tymi, których kochacie!