Zejście przed wyjściem

Poranki mogą być dwojakie: leniwe i zaspane lub nerwowe i pełne konfliktów.
Poranki z Dziubasem są za każdym razem inne – obfitujące w coraz to nowe wyzwania i wydarzenia, pełne gilania, przepychanek, śmiechu, mlaskania i chrumkania. Z różnorodną ścieżką dźwiękową w tle.

Jednakowoż łączy je zawsze jedna wspólna cecha: Rytuał.

Bardzo nie lubię tego słowa, bo od raz mi się przypomina ubój rytualny no ale trudno. Nie umiem nazwać tego lepiej ani trafniej.

Co rano kiedy ja stoję już w przedpokoju kompletnie ubrana i spakowana, Dziubas zaczyna krok pierwszy swego rytuału: Ubieranie się. Żeby przebrać się z piżamy w dzienne ciuchy należy przejść kilka razy z pokoju do kuchni, podrapać się po głowie, otworzyć szafkę z ciuchami i wrócić do kuchni żeby zaraz stamtąd przyczłapać z powrotem drapiąc się w jakimś innym losowym miejscu. Potem Dziubas musi stanąć przed szafką i po kolei wybierać elementy garderoby pamiętając, że między zakładaniem jednego a drugiego należy przejść się do kuchni albo do drugiego pokoju w celu…przejścia się. Kiedy już jest ubrany i założy skarpetki – ostatni item kończący etap ubierania, podbiega do mnie i próbuje chrumknąć mnie w szyję.

Ja w tym czasie, ma się rozumieć, cały czas stoję ubrana koło drzwi.

Dziubas teraz musi umyć zęby a zatem wiadomo – najpierw musi wrócić do pokoju, drapnąć się za uchem i poczłapać do łazienki. Tam zamknie się na kilka minut bulgocząc i chlupiąc, podczas gdy ja stoję. Ubrana. Koło drzwi.

Dziubas wychodzi z łazienki szczerząc się wesoło od ucha do ucha i zaczyna krążyć po pokoju kilka razy z zamyślonym wzrokiem, głaszcząc swój podkoszulek i coś szepcząc pod nosem. Rzuca do mnie wesoło „Zwierzak!” No bo ja dalej stoję. U b r a n a. Koło drzwi. Zaczyna robić mi się gorąco więc rozpinam płaszcz i opieram się o szafkę na buty bo od stania bolą mnie nogi.

Dziubas przypomina sobie, że nie żyjemy w Ugandzie, a więc buty do wyjścia są niezbędne. W tym celu wychodzi z pokoju do kuchni. Wraca po chwili niosąc stołek. „Bo on jest już starszym panem i musi buty ubierać na siedząco”. Próbuje ustawiać taboret w różnych konfiguracjach, bo tak tyłem do mnie to nie, ale przodem też nie bardzo bo tu zahacza coś o wykładzinę. Podczas gdy ja STOJĘ. UBRANA. KOŁO DRZWI.

Dziubas uśmiecha się szeroko próbując ubrać buta ale jeszcze musi przynieść Kindla i telefon bo zapomni więc drugi but może chwilę poczekać. A ja wiadomo – STOJĘ.
Zaczyna robić mi się duszno, więc proponuję, że zaczekam na klatce schodowej, na co Dziubas chrząka i parska, że „Ja go poganiam a wcale nam się nie spieszy a on tak nie może, bo on nie umie tak szybko jak ja, że wstaję i o – już chcę wychodzić.” Rezygnuję z pomysłu wyjścia z mieszkania i wyobrażam sobie jak gaszą mnie strażacy jako ofiarę tajemniczego samozapłonu. No więc postanawiam stać. Ubrana. Koło drzwi.

Dziubas jest kompletnie ubrany i gotowy do wyjścia kiedy nagle wpada na genialny pomysł! „Pójdę dziś na basen!” Chyba zaczynam mdleć, bo wiem już co to oznacza. Teraz Dziubas będzie liczył. I tym razem nie owce przed snem. Będzie liczył, że na basen potrzebuje zabrać OSIEM rzeczy. Chodzi od pokoju do łazienki i kuchni zbierając do plecaka niezbędne rekwizyty do pływania głośno odliczając podczas gdy ja STOJĘ. U B R A N A. K O Ł O D R Z W I.

Dzięki Bogu już wychodzimy, ja stoję na schodach łapiąc powietrze wszystkimi możliwymi porami skóry, podczas gdy Dziubas zamyka drzwi na klucz patrząc na mnie wyszczerzony. Rzucam ciche „Ale z Ciebie Zwierzak jest!” na co Dziubas odpowiada, „Ja?! Nie!” – bo przecież on nie, nigdy! Wszyscy, tylko nie on!

Czasem rytuał obejmuje również sytuację, kiedy będąc w połowie schodzenia w dół po schodach Dziubas nagle przystaje pytając „Czy ja na pewno zamknąłem drzwi??” ewentualnie „O nie! Zapomniałem ( tu wstaw odpowiednią rzecz )”.

Wtedy powraca do mnie uparcie ta natrętna myśl: …Ubój rytualny ;)

Toaletnicy

Zwyczajny wieczór jakich setki, Dziubas kończy brać prysznic, ja stoję przy umywalce i dzielnie walczę z resztkami makijażu. Bo tusze do rzęs są z reguły pancerne i chociaż wydłubię sobie oko przy jego zmywaniu, na ręczniku zawsze zostawiam czarne ślady jak panda.

Schylam się, myję twarz wodą i chcę sięgnąć po ręcznik przeznaczony do mej twarzy właśnie.

Odwracam się i szczena opada mi na podłogę, bo zamyślony i patrzący w dal nieprzytomnym wzrokiem Dziubas jak gdyby nigdy nic ściąga ten mój twarzowy ręcznik z wieszaka i owija go sobie wokół bioder.

- Dziubasku…ale…ale… – jąkam się bo nie wiem czy to sie dzieje naprawdę. – Ale ty wiesz, że to mój ręcznik do twarzy…?

- No coś ty! – Krzyczy zdziwiony Dziubas uśmiechając się od ucha do ucha. – Używam go już od paru dni!

……………………………….

Niezwyczajne zwyczaje

Dziubas ma przeróżne nawyki. Ja wiem. Rozumiem. Każdy z nas coś ma. Każdy ma swojego bzika, kółko zainteresować et cetera, et cetera… Generalnie podobno chodzi o to, żeby się w związku zaskakiwać. Można powiedzieć, że u nas nudy raczej nie zaznajemy. Z Dziubasem to niemożliwe. I w ten sposób powstała krótka lista rzeczy charakteryzujących ostatnio Dziubasa. Oto i ona:

Ananas – Dziubas tego określenia jego fryzury nie lubi. Powiedziałam mu ostatnio, że ma na głowie ananasa, bo z tyłu krótko a na górze sterczy no i kształt się zgadza. Nie przypadło mu to rzecz jasna do gustu, odpowiedział krótko „Nie!” i zakokonił się po uszy. Bo Dziubasowi zawsze sterczy na głowie, cokolwiek by nie robił. Oczywiście dla mnie „Ananasku” ma ukryte znaczenie bo jest rzecz jasna komplementem, ale to słowo wystarczy żeby Dziubas krzyknął „Nie!” i natychmiast wyszedł z pomieszczenia, w którym wówczas się znajduje.

Stackowanie – Dziubas lubi, kiedy rzeczy się „stackują”. Chodzi o to, że na przykład pojemniczki na przyprawy ułożone jeden na drugim pasują do siebie idealnie. I tak oto Dziubas posiada skilla, który raz na jakiś czas pozwala mu stwierdzić, że „to się stackuje” kiedy trzyma jakiś nowy przedmiot w ręce. Kiedy mówi, że „można to stackować”oznacza to, że ta rzecz ma u niego w rankingu +5 do przydatności i ucieszyłby się z jej posiadania. Jest zatem oficjalnym stackerem.

Łazienka – Dziubas przesiaduje tam godzinami. Potrafi brac prysznic godzinę a potem „nietoperzować” czyli stać w wannie z ręcznikiem na ramionach, zamyślony i zapatrzony w jakiś niewidzialny punkt na suficie. Nietoperzowanie, bo zawsze mam wizję tego do góry nogami. Równie dobrze mógłby tak nieruchomo zwisać pionowo z sufitu. Co więcej, łazienka to dla każdego mężczyzny świątynia dumania i oaza spokoju, bo tam, za zamkniętymi drzwiami, nie dosięga go nasze babskie gadanie. I tak Dziubas lubi się w tej łazience zamknąć na kilkadziesiąt minut wnosząc ze sobą przeróżne itemy niezbędne do kontemplacji. Na początku był to kubek herbaty, książka, kindle, a ostatnio laptop. Jako, że kaliber rekwizytów zaczyna się zwiększać, oczyma wyobraźni widzę, jak nastepnym razem Dziubas wchodzi do łazienki bokiem trzymająć 50-calową plazmę. Ostatnio krzątając się po domu usłyszałam z łazienki odgłos gdakania, gęgania a potem doszło do tego muczenie i beczenie. Okazało się, że Dziubas znalazł jakąś stację internetową puszczającą odgłosy farmy. Starałam się przejść nad tym do porządku dziennego ale nie mogłam się nie śmiać wyobrażając sobie jak to Dziubas siedzi tam w środku z laptopem na kolanach a wokół niego chodzi drób i skubie płytki.

Codzienna pielęgnacja – Dziubas bardzo o siebie dba. Lubi się porządnie wymoczyć w wannie i wyszorować. Do spięcia dochodzi podczas gdy Dziubas sięga po szczoteczkę do zębów. Nauczona doświadczeniem powtarzam mu z uporem maniaka, że szczoteczki nie nalezy moczyć przed umyciem zębów. Dziubas przyjął do wiadomości, ale szczoteczkę oczywiście moczy. Nauczony SWOIM doświadczeniem. Kiedy zatem ja myję zęby, on czeka na moment, kiedy odwrócę się na chwilę albo spuszczę wzrok, żeby z prędkością światła wepchnąć szczoteczkę pod kran. Oczywiście zachowuje przy tym poker face jak nigdy. Ostatnio pełna szczęścia pochwaliłam kąpiącego się Dziubasa, że ślicznie, że nie namoczył szczoteczki, że jest grzeczny. No bo siedzi w wannie, kran zakręcony więc nie miał opcji. Zachwycona triumfowałam przez ułamek sekundy. Dziubas uśmiechnięty od ucha do ucha zripostował momentalnie, że zamoczył. Uderzyło mnie to od razu, że zrobił to W TEJ WODZIE, W KTÓREJ SIEDZIAŁ.
Naprawdę, nigdy nie zrozumiem rodzaju męskiego.

Kremy – Dziubas kremów „nie poważa”. Co to, to nie. Co to ma znaczyć żeby facet się obklejał jakimś śmierdzącym kremem, to niemęskie a w ogóle to on nie potrzebuje. Walka miała miejsce kiedy Dziubasowi zaczęła pękac skóra na piętach i zmusiłam go do wrzucenia do koszyka kremu na takie właśnie dolegliwości. Ma się rozumieć, po uprzednim starciu trwającym jakiś tydzień. Dziubaska oczywiście trzeba pilnować, bo krem stanął na półce w łazience nienaruszony. Przypominając mu co miał z nim zrobić, Dziubas odparł niezadowolonym tonem, że „Przecież juz kupił, więc miał nadzieję, że dam mu spokój”. Nie dałam. Zostawiłam Dziubasa z tubką kremu w pokoju i wyszłam. Po powrocie poczułam zapach kosmetyku, więc niczego nie podejrzewałam. Po chwili wstałam, zabieram krem z powrotem do łazienki i pytam czy używał i czy będzie mu jeszcze potrzebny. Dziubas odpowiada, że już nie. Gong uderza mi w mózgu w drzwiach – odwracam się i zadaję pytanie retoryczne: Dziubasku, czy nasmarowałeś sobie nim OBIE stopy? – Dziubas szczęsliwy odpowiada, że nie, bo przecież w tą drugą nic mu nie jest. Resztę wieczoru spędziłam tłumacząc mu, że tak nie można i że w innym wypadku specyfik nazywałby się „krem do stop” a nie „do stóp” w liczbie mnogiej. Dziubas zrispostował, że niekoniecznie muszą być kremowane obie stopy tego samego posiadacza, więc chyba będę musiała chodzić po sąsiadach i kremować im stopy żeby zużyć tą tubkę. Innego wyjścia nie widzę.

Sądzę, że lista będzie się systematycznie powiększać. Jednym z powodów jest fakt, że Dziubas na następną jakąś okazję (a więc Walentynki) zażyczył sobie PATELNIĘ w prezencie. To rzeczywiście bardzo romantyczne. Już widzę jak stoję w punkcie pakowania prezentów i proszę, żeby pani jeszcze przykleiła wiszące serduszko na uchwycie.

Na razie idę, bo Dziubas poszedł przystrzyc ananasa do fryzjera i pewnie niedługo wróci, a więc muszę być w pełnej gotowości na wypadek niezadowolenia.
W najgorszym wypadku zużyje się krem do stopy jako żel do włosów… ;)

Ale kwas!

Czas ucieka, śniegi topnieją i podobno idzie wiosna, bo rano śpiewają ptaki i tak mówią ludzie od pogody na wszystkich kanałach. Z racji tego, że nadchodzi ocieplenie, wszelkiej maści zwierzęta budzą się ze snu zimowego – w tym Dziubas, który od pewnego czasu wykazuje sporą a wręcz zaskakującą aktywność w swojej istocie.

Leżąc ostatnio w łóżku niedługo przed zaśnięciem nagle się podnosi i zaczyna głową szurać o prześcieradło – do przodu i do tyłu. Patrzę z niedowierzaniem, co z kolei zaskakuje Dziubasa, no bo w końcu co w tym dziwnego?
– Zwierzak! – Rzucam sennie.
– Nie jestem zwierzakiem, jestem kokonem! – Krzyczy Dziubas zawijając się w naleśnika z kołdry po same uszy.
Kilka dni później sam temu przeczy leżąc przed telewizorem i śpiewając sam do siebie:
– Jestem nieruszającym się zwierzakiem!

Przyzwyczaiłam się. Ba, nawet jest mi dziwnie kiedy nagle zaprzestaje tej swojej zwierzęcej aktywności. Czuję się wtedy nieswojo i co chwilę pytam czy dobrze się czuje, czy wszystko w porządku i czy przypadkiem nie jest smutny albo chory.

Jeszcze do niedawna Dziubas miał nawet swoje własne zwierzątko w formie projektu, którym mógł się zaopiekować, a mianowicie kwas. Bo od czasu do czasu najdzie go ochota na upieczenie domowego chleba, a wiadomo, najpierw trzeba zaczyn i to trochę trwa. Tak więc Dziubas zrywa się z samego rana, żeby nakarmić kwas. Po pracy leci do kuchni sprawdzić czy z kwasem wszystko w porządku. Zanim pójdzie spać zagląda czy kwas czegoś nie potrzebuje.

No naprawdę, zaczynam się czuć pominięta.

– Chce ci się pić? – Pyta ostatnio przy kolacji gdzieś zza moich pleców.
Mrugam z niedowierzaniem spoglądając na kubek pełen jeszcze gorącej herbaty stojący 20 centrymetrów od mojego nosa. Odwracam się z nieufnie i widzę jak Dziubas dosypuje do słoika z zaczynem mąki dodając: -No zjedz coś! Jedz!

Halo! Jak to?! Teraz już tak będzie zawsze?! Już widzę jak moknę gdzieś na zewnątrz i zaglądam przez okno do pokoju, w którym Dziubas ze słoikiem kwasu siedzą na kanapie przed telewizorem przy kieliszku wina i śmieją się z reklam. Dziubas i słoik grają w ping ponga. Słoik myje plecy Dziubasowi w wannie pełnej piany.

Nie zgadzam się!!! To jedyne co przychodzi mi do głowy w takiej sytuacji!

…Ale chleb wychodzi pyszny ;)