Pakowanie

I nie chodzi mi tu wcale o ćwiczenie na siłowni! Chociaż porównując skalę wysiłku w moim wypadku wychodzi na jedno.

Bo ja to zwyczajnie potrzebuję na weekend WSZYSTKO. Gdzie się podziały te cudowne czasy kiedy pakowałam plecak o formacie A4 na tydzień? Co więcej JAK ja to robiłam?! Stałam się jedną z tych kobiet, które wloką ze sobą 50 kilowy plecak…no dobra, sama go nie wlokę. Dziubas go wlecze. Bo przecież jest za ciężki żebym ja mogła.

Na dodatek to nie jest tak, że na 3 dni należy zapakować 3 podkoszulki. Ooo, co to to nie, panie i panowie! A jak nie będę miec ochoty ubrać tego czarnego? Wtedy jak znalazł będą te dwa białe! Dwa, bo wiadomo – pogoda nagle może się zmienić i wtedy trzeba wybrać czy taki casual czy na ramiączkach.

Paradoksalnie najwięcej miejsca nie zajmuje mi kosmetyczka, ale bielizna. Otóż zawsze pakuję kilka(naście) par bielizny więcej na wypadek, gdybym się oblała. No naprawdę nie wiem czym miałabym się oblać ale zagrożenie tego oblania jest dla mnie tak znaczące, że mam pełen plecak majtek. Dodam, że oczywiście jeszcze nigdy nie lunęła na mnie żadna taka fala z siłą wodospadu żeby mnie aż do tych majtek przemoczyć.

Skończy się jak zawsze. Najpierw będzie rozmowa telefoniczna w stylu: „Dziubasku….bo ten,no…jeszcze…ekhm! Pomógłbyś mi z plecakiem??” Na co oczywiście kochany Dziubas dźwiga ten mój cały dom bez komentarza podczas gdy ja rzucam niby sama do siebie „No naprawdę nie rozumiem…przecież NIC TAM NIE MA!”

No i nieważne ile godzin spędzę na prasowaniu rzeczy. W kantkę, z parą, bez pary. I nieistotne czy zapakuję się w plecak czy sztywną walizkę. One i tak ZAWSZE będą zmięte. W przeciwieństwie do ciuchów Dziubasa, których on nie prasuje nigdy. Wiem, bo ostatnio 20 minut nękałam go żeby wyprasować mu podkoszulek, który miał już na sobie.
M. , moja najlepsza psiapsióła, stwierdziła, że jestem nienormalna. Powiedziała, że jej to P., jej chłopak, prasuje rzeczy. I ostatnio to ON prasował JEJ sukienkę.
Już na zawsze będę mieć kompleks zmiętolenia.

A teraz siedzę z ręcznikiem na łbie i pomalowanymi paznokciami i czekam aż wsiądę w Dziubasowóz, włączymy stację z piosenkami dla dzieci i będziemy głośno śpiewać „Jak dobrze być poziomką!”

Nie mogę się doczekać :)

PS. Przeczytałam dzisiaj, że jakaś nieznana mi bliżej celebrytka zamierza powiększyć sobie implantami pośladki. POŚLADKI? Teraz jest moda na powiększanie POŚLADKÓW? Matko, to nie wystarczy już dużo jeść??

Lecę bo chcę?

No i usiadłam sobie wreszcie na czterech literach i jestem tego świadoma. Tego siedzenia. Bo przez ostatnie kilka miesięcy generalnie nie siedzę. Znaczy nawet jak siedzę, to aktywnie. Bynajmniej się nie uskarżam, ba! Wręcz się bardzo cieszę, że dzięki mojemu Dziubasowi przebieram szkitkami nawet stojąc w miejscu.

Lato upłynęło na żaglach, rowerach, górach i innych atrakcjach zagramanicznych o którym się nawet fizjologom nie śniło. Okazuje się, że kondycję posiadam jakąś nieziemską – może to moje supermoce w końcu się ujawniają? Chociaż jak na razie jedyny skill, który Dziubas bardzo ceni to ten zwany „Będzie Miejsce” kiedy chcemy zaparkować.

Zbliża się wielkimi krokami rok ciekawych projektów i ważnych decyzji. O ile zauważę je będąc w ciągłym pędzie. Tak naprawdę to mój dzien przypomina bieg przez płotki: start, strzał z pistoletu, a ja lecę – kudły potargane, torebka w dłoń, obcas na stopie i biegnę, tu coś skubnę, tam coś popracuję, w międzyczasie odepnie mi się jeden kolczyk i rozmaże jedno oko ale lecę! I w sumie nie wiem kiedy jest to TERAZ, które podobno własnie się wydarza.

Na koniec dnia mam za to tyle energii, że zwierzakuję. Tak twierdzi Dziubas. Śmieję się ze wszystkiego, robię głupie miny a potem zasypiam jakby mnie ktoś zdzielił deską w łeb.

Na szczęście już jutro zaczyna się weekend i jedziemy sobie z Dzikimi w góry. Będziemy spać w pokoju 4-osobowym, w którym „Trzy łóżka stoją koło siebie a jedno tak całkiem daleko”. Matko, trzy koło siebie?? Jedno odizolowane? Cóż to za dziwne przedsięwzięcie dekoratorskie? Mamy niby losować kto weźmie które? Już widzę oczami wyobraźni jak ten pokój zostanie wywrócony do góry nogami. W innym wypadku widzę siebie próbującą przekonać Dziubasa, że to łóżko wcale nie jest takie wąskie, oboje spokojnie się na nim zmieścimy, a poza tym to ja nie chcę sama bo jest mi zimno i na pewno jak do pokoju wejdzie seryjny morderca w przebraniu Pingwina to ja będę pierwsza, którą porwie i wtedy będzie mu głupio, że kazał mi spać samej.
Podsumowując – na pewno będzie wesoło.

***

Z serii „Rozmaitości”:
Będąc tydzień temu na wycieczce, której celem miała być nieduża górka, zaparkowaliśmy Dziubasowóz w pobliskiej wsi i ruszyliśmy przed siebie. Ja oczywiście zaraz zrobiłam się głodna, bo jakoś nigdy nie zjem śniadania przed taka wyprawą, więc wszędzie w okolicy szukałam jedzenia. Niewielki głód szybko przerodził się w jakiś pierwotny instynkt i mało brakowało, żeby Dziubas maszerujący koło mnie zaczął wyglądać jak kawał szynki. Nagle naszym oczom ukazuje się okazały drewniany dom, z którego docierają piękne zapachy dobrego obiadku. Wisi na nim tablica z jakimś napisem…mrużę ślepia i czytam na głos „Coś tam…Gofry, Zapiekanki”! I już prawie skaczę ze szczęścia, że oto nareszcie moje wyśnione jedzenie! Przyspieszam kroku i docieram bliżej do tablicy, która głosi wszem i wobec: „Klasztor – Siostry Zmartwychwstanki”.

Taaa…