Ogólne zamotanie

„Pani Esme, umówmy się, że na tym etapie to JA tu jestem od myślenia” – powiedział ostatnio Jasiu, koordynator mojego projektu. Pseudo projektu. Projektu, nad którym obecnie mam pracować. No dobra, nic nie robię a on mnie ciśnie. Od tego są chyba tacy koordynatorzy, prawda? Od uciskania?

W ogóle to zbliża się jeden deadline za drugim a ja siedzę. Bo co tak będę sama stała? No więc przeglądam coraz to nowsze zdjęcia swoje z Dziubasem i wydaję całą gamę odgłosów. Skupić się nie mogę – w ogóle jakakolwiek koncentracja odpada całkowicie, a więc wiemy już, że na sapera czy innego kardiochirurga się nie nadaję. No już trudno, ktoś będzie musiał zrobić to za mnie. Normalnie sorry Panie Zawałowcu, musisz zoperować się sam, bo oto przesunęłam blokadę ekranu, a tam zdjęcie z uśmiechniętym Dziubasem na tapecie i generalnie to już nic mnie nie obchodzi i nawet nie wiem co Pan do mnie mówi.

Oprócz tego oczywiście robię milion innych głupich rzeczy.Przed chwilą na przykład chciałam postawić elektryczny czajnik na gazie. Nie mój na dodatek, wydzierżawiony! Bo zaczęłam myśleć o scenach rodem z Bridget Jones ( wiecie, tam gdzie Hugh Grant mówi na ich urojonym ślubie „A wszystko zaczęło się od spódniczki” a reszta towarzystwa odpowiada „Ha-ha” ) a potem nagle wydawało mi się, że pięta tak sama z siebie swędzieć nie może a więc na pewno mam wielkiego tłustego pająka w skarpetce.

Ze spania chyba dzisiaj też nici bo sąsiadka nade mną wydaje odgłosy jakby odśnieżała. Kto wie? Może zima wdziera się już naprawdę wszędzie. Zresztą mamy XXI wiek, każdy może mieć takie hobby jakie mu się żywnie podoba. No a na pracę to już w ogóle za późno, szczególnie, że Skyfall zatrzymany w połowie i koniecznie trzeba zobaczyć co się dalej stanie z agentem 007.

Całe szczęście jutro już piątek i babski wieczór. Będzie można odpocząć od tego lenistwa.