Bo mi zimno.

 

Pomyślałam, że stukanie w klawiaturę to jedna z tych hiperaktywnych czynności, która na pewno wyprodukuje wystarczającą ilość energii żeby ogrzać mój ustrój. W sensie organizm.

I teraz sobie siedzę gapiąc się w monitor zamiast robić coś konstruktywnego. Z mokrym ręcznikiem na głowie. Na zewnątrz śnieżyca a mi odprysnął lakier na paznokciach.

Na pocieszenie kupiłam sobie kolorowe jajko. Takie niby słodkie, zawinięte w folię i wymalowane kolorowymi farbkami. Zrobiło mi się wiosennie dopóki nie zobaczyłam, że jest na dole jakieś nadgryzione. A potem po wyjściu z piekarni śnieg sypnął mi prosto w ryj i postanowiłam zapaść w sen zimowy.

Przez to zimno mam wrażenie jakby skóra na twarzy mi się łuszczyła. Albo spod skóry wychodzi ukrywana przez laty łuska. Może całe moje ciało jest nią pokryte tylko jeszcze o tym nie wiem?! A co jeśli obudzę się pewnego dnia odkrywając, że między palcami u nóg urosła mi błona i Kevin Costner zabierze mnie do Wodnego Świata?

Idę zrobić tą rzecz produktywną – poszukam czy istnieje jakieś ubezpieczenie z tego tytułu…